
W polskiej przestrzeni informacyjnej coraz wyraźniej kształtuje się nowy wątek polityczny: zakończenie wojny w Ukrainie przedstawiane jest nie jako szansa na stabilizację regionu, lecz jako potencjalne zagrożenie dla samej Polski. W centrum tej narracji znajdują się ukraińscy weterani, nielegalna broń i przestępczość zorganizowana.
Powodem nowej fali dyskusji stał się projekt Trident, uruchomiony przez Centralne Biuro Śledcze Policji Polski (CBŚP). Formalnie chodzi o całkiem racjonalną inicjatywę: polskie służby przygotowują się do możliwego wzrostu przemytu broni po zakończeniu wojny. Takie ryzyka rzeczywiście towarzyszą wielu okresom powojennym. Polskie organy ścigania wprost odwołują się do doświadczeń Bałkanów, skąd nielegalna broń nadal trafia do Europy wiele dekad po zakończeniu konfliktów.
Jednak w publicznej, a zwłaszcza politycznej interpretacji temat szybko wykroczył poza ramy profesjonalnej dyskusji o bezpieczeństwie. Radykalna prawica zaczęła łączyć przyszłe zagrożenia kryminalne nie tylko z bronią, lecz z Ukraińcami jako takimi.
Poseł na Sejm Krzysztof Mulawa stwierdził, że „groźni weterani i nielegalna broń z Ukrainy zaleją Polskę”, a skala przemytu może wzrosnąć „dziesiątki, a nawet setki razy”. W jego retoryce ukraiński weteran przekształca się z sojusznika i uczestnika wojny przeciw rosyjskiej agresji — w potencjalnego członka grupy przestępczej.
Takie sformułowania działają przede wszystkim emocjonalnie. Tworzą one trwały łańcuch skojarzeń: Ukraina — wojna — broń — weterani — przestępczość. Nie chodzi już o konkretne przypadki przemytu, lecz o budowanie obrazu przyszłego zagrożenia, które jeszcze nie nastąpiło, ale które społeczeństwu proponuje się już teraz zacząć odczuwać jako realne.
Istotne jest również to, że podobne wypowiedzi niemal jednocześnie zaczęły pojawiać się także w sąsiednich krajach Europy Środkowej.
Na Słowacji podobne tezy promował Robert Fico. Wskazuje to na szerszy trend regionalny: temat powojennej Ukrainy stopniowo staje się wygodnym narzędziem mobilizacji elektoratu strachu.
Sama polska policja formułuje problem znacznie ostrożniej niż politycy. W komunikatach CBŚP mowa jest o konieczności przygotowania służb, współpracy międzynarodowej i monitorowania przestępczości transgranicznej. Dyskurs polityczny przesuwa natomiast akcent z broni na ludzi — przede wszystkim na Ukraińców i weteranów.
Dla Polski jest to temat szczególnie wrażliwy. W ostatnich latach kraj przyjął miliony ukraińskich uchodźców i stał się jednym z kluczowych sojuszników Kijowa. Jednak wraz z przedłużaniem się wojny w społeczeństwie narasta zmęczenie, a wraz z nim — zapotrzebowanie na bardziej twardą retorykę w kwestiach migracji i bezpieczeństwa.
Dlatego obecna dyskusja wokół nielegalnej broni to nie tylko rozmowa o ryzykach kryminalnych. To także próba wcześniejszego określenia, jaki będzie obraz Ukrainy i Ukraińców w powojennej Europie: sojuszników, którzy przetrwali wojnę, czy źródła potencjalnego zagrożenia.
Jak już pisały „Wschody”, strach przed importem przestępczości z Ukrainy jest popularnym wśród prawicowych populistów tematem i elementem wojny informacyjnej prowadzonej przeciw Polsce i innym krajom europejskim przez Rosję. Ci, którzy manipulują statystykami, często pokazują jedynie liczby bezwzględne, pomijając wskaźniki względne.
A te są kluczem do zrozumienia. Na przykład w 2024 roku o przestępstwa na terytorium Polski oskarżono łącznie 9 753 Ukraińców. To zaledwie 0,65% całej diaspory. To wymowny dowód na to, że Ukraińcy nie wnieśli do polskiego społeczeństwa podwyższonego poziomu przestępczości.
