
Rosja rozważa możliwość ograniczonej prowokacji wojskowej lub hybrydowej przeciwko Polsce albo jednemu z państw bałtyckich. Powołując się na swoje źródła w służbach specjalnych i kręgach dyplomatycznych państw NATO, poinformował o tym polski portal Onet. Przy tym, według jednego ze scenariuszy, Rosja spróbuje fałszywie obwinić Ukrainę. Łubianka tymczasem nie porzuca prób ukształtowania w oczach polskiej opinii publicznej wizerunku Ukrainy jako głównego wroga Polski.
Dobra wiadomość: działania Kremla na razie nie świadczą o przygotowaniach Rosji do pełnoskalowej wojny z NATO w najbliższych miesiącach.
Zła wiadomość: prowokacja, którą planuje Rosja, będzie najprawdopodobniej znacznie bardziej zakrojona niż uderzenie dronami na Polskę w 2025 roku. A w przypadku powodzenia będzie krokiem w stronę wielkiej wojny. Celem, zdaniem źródeł, jest bowiem sprawdzenie gotowości NATO do kolektywnej obrony, a przede wszystkim determinacji USA do wypełnienia zobowiązań wynikających z artykułu 5.
Według źródeł Onetu w Moskwie omawiane są scenariusze, które mogą wywołać kryzys bez natychmiastowego przejścia do wielkiej wojny. Wśród możliwych wariantów wymienia się uderzenia rakietowe lub dronowe na obiekty infrastruktury krytycznej, ograniczone incydenty zbrojne na granicy, a nawet (!) wtargnięcie rosyjskich żołnierzy na terytorium Polski lub państw bałtyckich. Prowokacja lądowa, według jednej z wersji, może zostać przeprowadzona z terytorium obwodu kaliningradzkiego lub Białorusi.
Osobno wskazuje się na ryzyko operacji hybrydowych — dywersji, sabotażu, cyberataków i innych działań, które utrudniają jednoznaczne wskazanie sprawcy i pozwalają Moskwie zaprzeczać swojemu udziałowi.
Według informacji The Telegraph, na Kremlu rozważana jest również możliwość przedstawienia takiej prowokacji jako działań Ukrainy, aby zasiać niezgodę między sojusznikami.
Według oceny źródeł omawiane scenariusze są związane z pogarszającą się sytuacją Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie oraz dążeniem Kremla do osiągnięcia tzw. „eskalacji horyzontalnej” — przeniesienia napięcia poza ukraiński front, wywarcia presji na państwa NATO i zmuszenia ich do ograniczenia wsparcia dla Kijowa.
Jednocześnie na początku lipca odnotowano nowy wzrost aktywności rosyjskich służb specjalnych w wojnie informacyjnej. Łubianka i Kreml najwyraźniej znaleźli najbardziej podatny punkt w relacjach Ukrainy i Polski — i teraz intensywnie wykorzystują temat rzezi wołyńskiej.
„WSCHODY” już opisywały, jak Rosja wykorzystuje temat Wołynia w wojnie informacyjnej.
Na początku lipca pojawiły się informacje o przygotowaniach FSB do nowej prowokacji na wyjątkowo zapalny temat — i nie trzeba było długo na nią czekać. Krótko przed Dniem Pamięci Ofiar Tragedii Wołyńskiej, obchodzonym w Polsce 11 lipca, rosyjska służba specjalna opublikowała materiał archiwalny, przedstawiając go jako „dokumentalny dowód zbrodni UPA” przeciwko ludności polskiej.
Opublikowany dokument nie zawierał zapowiadanych „dowodów”. Informacje operacyjne dotyczyły wyglądu dowódcy UPA-Północ Kłyma Sawura (Dmytra Kłaczkiwskiego) oraz miejsca pobytu jego krewnych.
Komunikat FSB zawierał między innymi bezpodstawne twierdzenia. Na przykład stwierdzono, że 18 lipca 1943 roku wydarzenia miały miejsce w mieście „Włodzimierz Wołyński”, chociaż nazwa „Włodzimierz Wołyński” została wprowadzona dopiero w sierpniu 1944 roku. Z kolei zabójstwo „11 księży”, o którym poinformowała Łubianka, nie znajduje potwierdzenia w źródłach ukraińskich, polskich ani niemieckich.
Najważniejsza jest jednak nie treść, lecz interpretacja. Rozkręcaniu „sensacji” towarzyszyły emocjonalne sformułowania, takie jak „masowa eksterminacja”, obliczone na całkowicie zrozumiałą reakcję. Kampanię informacyjną rozpowszechniała sieć powiązanych ze sobą serwisów informacyjnych. Materiały oparte na komunikacie FSB zostały w ciągu 5 lipca opublikowane przez około 150 platform propagandowych w języku rosyjskim, angielskim, rumuńskim i innych.
W rozpowszechnianie zaangażowana była sieć stron Pravda/ZOV, skierowana do zagranicznych odbiorców, rosyjskie państwowe media RT i Sputnik, rosyjski dziennik rządowy „Rossijskaja Gazieta”, a także dziesiątki kanałów Telegram, które regularnie uczestniczą w rosyjskich kampaniach informacyjnych i wspierają działania rosyjskich służb specjalnych.
FSB wykorzystywała już wcześniej podobny schemat — publikację materiałów archiwalnych, w tym sfałszowanych, a następnie ich rozpowszechnianie za pośrednictwem sieci rosyjskich mediów i powiązanych z nimi kanałów.
Na pierwszy rzut oka prowokacje informacyjne Łubianki i przygotowania rosyjskich wojskowych do operacji na szeroką skalę nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. Jednak dzisiejszy rozwój wydarzeń sugeruje scenariusz, który pozwoli rosyjskim służbom specjalnym upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
Jeśli prowokacja przygotowywana przez Kreml nie pozwoli od razu jednoznacznie wskazać sprawcy, rosyjska propaganda będzie próbowała skierować oskarżenia przeciwko Ukrainie. W warunkach ostrych napięć politycznych między Ukrainą a Polską, które obserwujemy w ostatnim czasie, będzie to znacznie łatwiejsze. Szereg ultraprawicowych populistów w Polsce z pewnością z dużym entuzjazmem podchwyci dezinformację rosyjskich służb specjalnych.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
