
Prezydent Polski oskarża rząd Tuska o brak chęci do współpracy, choć sam konsekwentnie blokuje jego inicjatywy. Za konfliktem wokół ustaw coraz wyraźniej widać walkę o polityczne przywództwo przed wyborami w 2027 roku.
„Jestem zaskoczony, panie premierze, drodzy państwo, że tego dialogu nie ma” — oświadczył Karol Nawrocki podczas spotkania z mieszkańcami Kulesz Kościelnych. Prezydent zarzucił otoczeniu Donalda Tuska, że systematycznie niszczy relacje z głową państwa. Przypomniał przy tym Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę, przedstawiając siebie jako kolejną ofiarę tej polityki.
Chronologia ostatnich wydarzeń wygląda jednak inaczej. 15 października Nawrocki zawetował kolejne trzy ustawy. Dotyczyły one zmian w Kodeksie wyborczym, wykonywania orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz regulacji dotyczących reklamy politycznej. Tego samego dnia prezydent podpisał osiem innych ustaw.
Weto wobec zmian w Kodeksie wyborczym uzasadnił ryzykiem manipulacji i zmianą reguł gry na rok przed wyborami parlamentarnymi. „Kuglowania wyborami nie będzie” — zapowiedział. Według prezydenta proponowane zmiany są niewystarczająco uzasadnione i mogą prowadzić do nadużyć.
Te argumenty można rozpatrywać merytorycznie. Prezydenckie weto jest legalnym narzędziem konstytucyjnym, a jego zastosowanie nie oznacza samo w sobie sabotażu. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy weto przestaje być sposobem na korygowanie kontrowersyjnych ustaw, a staje się elementem permanentnej konfrontacji z rządem.
W sierpniu „Wschody” pisały o tym w artykule „Niech żyje Karol! Rok wet i konfliktów”. Coraz trudniej dostrzec konkretne rezultaty aktywności prezydenta. Rząd podejmuje decyzje, prezydent je blokuje, przedstawia własne projekty, a następnie zarzuca parlamentowi, że trafiają do zamrażarki. Powstaje błędne koło, w którym konflikt staje się główną treścią prezydentury.
Nawrocki domaga się dziś dialogu, ale nie wyjaśnia, jak ten apel ma się do jego dotychczasowej strategii. Wymownym przykładem jest spór o nominację ministra finansów Andrzeja Domańskiego na wicepremiera. Po tym, jak Sejm odrzucił wniosek PiS o wotum nieufności wobec Domańskiego, Donald Tusk wystąpił o jego awans. Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker nazwał tę inicjatywę kpiną z Polaków.
Radosław Sikorski odpowiedział prezydentowi jeszcze ostrzej: „Panie Prezydencie, wystarczy przestrzegać Konstytucji zamiast uzurpować władzę, której naród Panu nie dał”.
To już nie tylko polityczna przepychanka. Stawką jest granica między uprawnieniami prezydenta a próbą podporządkowania sobie innych instytucji państwa. W artykule „Bitwa o Trybunał: Czy Nawrocki stawia się ponad zasadą podziału władz?” „Wschody” opisywały właśnie to zagrożenie: pojawia się ono wtedy, gdy prezydent przeciwstawia własną wolę polityczną decyzjom parlamentu i innych organów państwa.
Do wyborów parlamentarnych w 2027 roku pozostał niespełna rok. Dla PiS konflikt z rządem może stać się wygodnym sposobem mobilizowania wyborców: prezydent przedstawia się jako obrońca obywateli, a rząd — jako siła, która nie chce go słuchać. Polityczne korzyści z takiej konfrontacji nie oznaczają jednak korzyści dla kraju.
Nawrocki ma prawo krytykować Tuska i korzystać z prawa weta. Rząd z kolei musi respektować konstytucyjne uprawnienia prezydenta. Apel o dialog traci jednak wiarygodność, jeśli głównym rezultatem polityki pozostaje dalsze blokowanie decyzji.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
