
29 maja 2026 roku w rumuńskim mieście Gałacz rosyjski dron, wystrzelony w ramach ataku na Ukrainę, uderzył w mieszkalny dziesięciopiętrowy blok. Ranna została kobieta i dziecko. Eksplozja przebiła dach, wywołała pożar i zniszczyła górne piętro. To nie pierwszy przypadek, gdy rosyjskie drony przekraczają granicę państw NATO.
Incydent w Gałaczu wykracza daleko poza ramy „ukraińskiego konfliktu”. Pokazał on, że rosyjska kampania wojskowa prowadzona jest na takim poziomie nieodpowiedzialności, iż ryzyko automatycznie rozprzestrzenia się na państwa sąsiednie. Dla Polski to wydarzenie nie powinno być pretekstem do abstrakcyjnych dyskusji o solidarności, lecz twardym, praktycznym sygnałem: bezpieczeństwo terenów przygranicznych wymaga natychmiastowego i systemowego wzmocnienia.
Dlaczego Polska znajduje się w strefie ryzyka
Zachodnie obwody Ukrainy leżą w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy. Odległość ze Lwowa do Przemyśla wynosi mniej niż 80 kilometrów. To właśnie w tych regionach Rosja w ostatnich miesiącach coraz częściej przeprowadza ataki dronami typu „Geranium-2”/Shahed, próbując trafić w obiekty infrastrukturalne.
Trajektorie lotu tych bezzałogowców są nieprzewidywalne. W przypadku utraty kontroli lub po działaniu ukraińskich systemów obrony powietrznej mogą zmieniać kurs i kierować się w stronę Polski – co już wielokrotnie miało miejsce. Gałacz w Rumunii znalazł się w strefie ryzyka z powodu ataków na Odesę. Polskie miasta – Rzeszów, Lublin, Przemyśl, Chełm, Białystok – znajdują się w analogicznej, a niekiedy nawet bardziej narażonej pozycji ze względu na intensywność rosyjskich uderzeń na zachodnią Ukrainę.
Polska już doświadczyła podobnych incydentów: w poprzednich latach rosyjskie drony wielokrotnie wlatywały w polską przestrzeń powietrzną lub spadały na polskim terytorium. Każdy taki przypadek jest logiczną konsekwencją prowadzenia wojny na wyniszczenie przy użyciu dużej liczby stosunkowo tanich dronów. Im intensywniejsze ataki na Ukrainę, tym większe prawdopodobieństwo „przelotów” i upadków po polskiej stronie.
Patriot, Narew i nowa wojna dronów
Polska konsekwentnie buduje jeden z najpoważniejszych systemów obrony powietrznej na wschodniej flance NATO. Programy „Wisła” (Patriot), „Narew” (CAMM-ER), „Pilica” oraz najnowszy system antydronowy SAN tworzą wielowarstwową ochronę. W 2026 roku Polska uzyskała zasadniczą zgodę Stanów Zjednoczonych na lokalizację produkcji rakiet do kompleksów Patriot na swoim terytorium – krok, który znacząco zwiększa suwerenność i operacyjność zaopatrzenia.
Polskie Siły Powietrzne regularnie podrywają w powietrze F-16 w celu eskortowania i neutralizowania potencjalnych zagrożeń podczas rosyjskich ataków na Ukrainę. Polska armia wykazuje wysoki poziom gotowości i koordynacji. Polskie niebo jest dziś jednym z najlepiej chronionych w regionie. Jednak Gałacz pokazał, że nawet członek NATO nie jest całkowicie wolny od ryzyka. Zadanie polega więc nie na samozadowoleniu, lecz na doprowadzeniu zdolności obronnych do takiego poziomu, w którym każdy przelot wrogiego obiektu będzie gwarantowanie i stanowczo likwidowany.
Jak Polska może ograniczyć zagrożenie
Przede wszystkim należy maksymalnie wzmocnić monitoring przestrzeni powietrznej nad zachodnimi obwodami Ukrainy. Terminowa wymiana informacji z ukraińską stroną, wspólne wykorzystanie radarów i systemów wczesnego ostrzegania pozwalają przechwytywać zagrożenia jeszcze na dalekich podejściach do polskiej granicy.
Równie logiczne jest dalsze przyspieszenie rozwoju własnej wielowarstwowej obrony powietrznej i walki radioelektronicznej. Inwestycje w krajowy przemysł obronny, lokalizacja produkcji oraz zwiększenie liczby baterii Patriot i Narew to nie koszty, lecz strategiczna konieczność ochrony polskich obywateli.
Osobno warto rozważyć kwestię wsparcia ukraińskich środków obrony powietrznej w zachodnich regionach. Taki krok może być uzasadniony wyłącznie z punktu widzenia polskich interesów narodowych: im skuteczniej Ukraina zestrzeliwuje rosyjskie drony nad swoim terytorium, tym mniej z nich dolatuje do polskiej granicy. Jednak każde takie współdziałanie musi być ściśle uwarunkowane dwiema zasadami. Po pierwsze – nie może osłabiać zdolności obronnych Polski. Po drugie – powinno odbywać się w ramach jasnych dwustronnych porozumień, gwarantujących priorytet bezpieczeństwa polskiego państwa i jego obywateli.
Gałacz powinien być ostrzeżeniem
Incydent w Gałaczu to bardzo konkretny sygnał. Rosja prowadzi wojnę metodami, które nieuchronnie generują zagrożenia dla państw trzecich. Polska, jako państwo z najdłuższą granicą z Ukrainą spośród członków NATO, nie traktuje tego lekceważąco od samego początku wojny.
Chciejmy wierzyć, że polskie władze będą nadal działać pragmatycznie i stanowczo: wzmacniać własną obronę, doskonalić monitoring i podejmować wszystkie niezbędne środki, aby polskie miasta pozostawały bezpieczne. Bezpieczeństwo pogranicza to fundamentalna kwestia suwerenności Polski. Gałacz pokazał, że cena zwłoki może być zbyt wysoka. Wnioski trzeba wyciągać już teraz – zanim tragedia wydarzy się na polskiej ziemi.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
