
Uderzenie w Ławrę Kijowsko-Peczerską w Kijowie, dokonane w nocy z 15 na 16 czerwca, stało się nie tylko kolejnym aktem agresywnej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Zaatakowano jedną z najważniejszych świątyń prawosławia, objętą ochroną UNESCO. Miejsce będące częścią wspólnego chrześcijańskiego dziedzictwa Europy Wschodniej. Czy polscy politycy to zauważyli?
Kontekst. Według analityków OSINT dron, który uderzył w Ławrę w nocy z 15 na 16 czerwca, został wystrzelony z obwodu orłowskiego w Rosji. Bezzałogowiec odłączył się od głównej grupy po zbliżeniu się do stolicy Ukrainy i obrał kurs na Peczerską dzielnicę Kijowa. O godzinie 1:19 w nocy „Szahid” uderzył w teren Ławry.
W chwili uderzenia słyszany był pojedynczy wybuch, bez jakichkolwiek oznak przechwycenia.
Rosjanie później wymieniali szereg obiektów wojskowych, do których rzekomo zmierzał bezzałogowiec. Jak jednak zauważają analitycy OSINT, tej wersji przeczy trajektoria lotu drona.
„Walka z krzyżem i walka z chrześcijanami – na całym świecie się ona przecież odbywa – jest czymś, co mnie niepokoi”.
„Chrześcijanie są także otwarci na tych, którzy modlą się w innych kościołach”.
Oba te cytaty należą do Karola Nawrockiego. Oba były wykorzystywane w trakcie kampanii wyborczej. Ówczesny kandydat na prezydenta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości (PiS) deklarował, że opowiada się za Polską opartą na wartościach chrześcijańskich.
Wydawałoby się, że rosyjski atak na Ławrę był właśnie tym przypadkiem, gdy przywiązanie do tych wartości można było zademonstrować nie słowami, lecz czynami. Potępić uderzenie w świątynię. Nazwać rzeczy po imieniu. Przypomnieć, że atak na miejsce kultu pozostaje atakiem na miejsce kultu niezależnie od tego, do jakiego wyznania należą jego wierni.
Nie udało nam się jednak odnaleźć żadnego wyraźnego publicznego potępienia tego ataku ze strony prezydenta Karola Nawrockiego.
Uderzenie w chrześcijańską świątynię skomentowali natomiast politycy, którzy dość często stają się celem krytyki ze strony środowisk konserwatywnych.
„Być może Putin uderzył w Ławrę Peczerską dlatego, że ten prawosławny klasztor w Kijowie był już sławny, kiedy Moskwa była jeszcze lasem. Mam nadzieję, że ten oburzający atak uwolni chrześcijan na całym świecie od absurdalnej idei, że stary pułkownik KGB jest obrońcą wiary”.
Tak o rosyjskim uderzeniu w chrześcijańską świątynię wypowiedział się minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski.
O ataku na Ławrę wspomniał także premier Donald Tusk. Stwierdził on, że ukraińskie ataki na Moskwę spotkały się ze strony europejskich przywódców ze wsparciem i „zrozumieniem, dlaczego Ukraina walczy właśnie w taki sposób — szczególnie po ataku na Kijów, na Ławrę Peczerską, i użyciu rakiet balistycznych”.
Także reakcje innych czołowych polityków były jednak zaskakująco powściągliwe. Tymczasem sam atak był szeroko omawiany w polskich mediach, a eksperci wprost nazywali go uderzeniem w jedną z najważniejszych świątyń świata prawosławnego.
Milczenie tam, gdzie — wydawałoby się — należało bić na alarm, wygląda co najmniej dziwnie. A na tle czerwcowego konfliktu między Polską a Ukrainą, wywołanego odmiennym podejściem obu państw do dziedzictwa OUN-UPA, daje ono dodatkowe powody do niepokoju.
Nie chciałoby się myśleć, że temat wartości chrześcijańskich staje się potrzebny jedynie wtedy, gdy wygodnie jest wykorzystać go w sporze politycznym, a wyraźnie traci na znaczeniu, gdy mowa o zbrodniach Rosji.
Charakterystyczne jest, że nawet rosyjska propaganda Z zrozumiała, iż uderzenie w Ławrę wygląda zbyt toksycznie, by można było otwarcie go bronić. Zamiast zwyczajowego triumfalizmu w przestrzeń informacyjną poleciały wzajemnie wykluczające się wersje wydarzeń. Część trolli twierdziła, że Ukraińcy sami podpalili świątynię. Inni zaczęli opowiadać historie o rzekomo funkcjonującej produkcji wojskowej wewnątrz kompleksu klasztornego. Oczywiście pojawiały się również wrzutki przypisujące uderzenie w Ławrę działaniom ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.
Im więcej pojawiało się takich wyjaśnień, tym bardziej oczywiste stawało się jedno: usprawiedliwienie tego, co się wydarzyło, okazało się trudne nawet dla tych, którzy zwykle usprawiedliwiają wszystko.
Właśnie dlatego reakcja — albo jej brak — staje się historią nie mniej ważną niż sam atak.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
