
W kwietniu 2026 roku w polskim życiu publicznym na nowo rozgorzała dyskusja dotycząca dostępu obywateli Ukrainy do świadczeń NFZ. Politycy i użytkownicy mediów społecznościowych wracają do tezy, która sprowadza się do prostego przekazu: Ukraińcy rzekomo korzystali z uprzywilejowanej pozycji w polskim systemie ochrony zdrowia, a teraz domagają się powrotu do poprzednich zasad, choć sama służba zdrowia i tak znajduje się w trudnej sytuacji.
Jednym z wyraźnych przykładów jest wypowiedź Bartłomieja Pejo, który stwierdził:
„Przez ostatnie lata Ukraińcy mieli uprzywilejowany dostęp do systemu ochrony zdrowia finansowanego ze składek Polaków, a osoby bezrobotne mogły korzystać z leczenia bez konieczności opłacania składek”.
Autor wiąże to bezpośrednio z obecnym kryzysem NFZ i rosnącymi problemami z dostępem do specjalistów.
Takie sformułowania brzmią stanowczo i trafiają do części odbiorców zmęczonych długimi kolejkami oraz informacjami o deficycie środków w funduszu. Przy bliższym spojrzeniu sprawa okazuje się jednak znacznie bardziej złożona. Teza o „przywilejach” stanowi uproszczoną interpretację rzeczywistości, która pomija kilka istotnych okoliczności: tymczasowy i podyktowany wojną charakter wprowadzonych rozwiązań, rzeczywisty wkład pracujących Ukraińców w finansowanie systemu oraz głęboko zakorzenione wewnętrzne problemy polskiej ochrony zdrowia.
Od ochrony czasowej do nowych zasad
Warto przypomnieć kontekst. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku Polska – podobnie jak inne państwa Unii Europejskiej – uruchomiła mechanizm ochrony czasowej. Opierał się on na dyrektywie unijnej i został wdrożony poprzez polski specustawę o pomocy obywatelom Ukrainy. W jej ramach osoby posiadające numer PESEL ze statusem UKR uzyskiwały uproszczony dostęp do publicznej opieki zdrowotnej, bez obowiązku opłacania pełnej składki zdrowotnej w przypadku osób niepracujących.
5 marca 2026 roku weszła w życie ustawa o wygaszeniu rozwiązań wynikających z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Dokument ten zlikwidował większość wyjątkowych przepisów. Od tego momentu dorośli niepracujący obywatele Ukrainy muszą opłacać dobrowolną składkę do NFZ na zasadach ogólnych, obowiązujących innych cudzoziemców. Bezpłatny dostęp zachowano jedynie dla wąskich grup wrażliwych: dzieci, kobiet w ciąży, ofiar przemocy i tortur oraz pacjentów już znajdujących się w trakcie określonych terapii (między innymi onkologicznych czy dializ w warunkach szpitalnych). Osoby, które rozpoczęły hospitalizację przed 5 marca, mogą ją kontynuować – jednak nie dłużej niż do marca 2027 roku.
Ponad 50 organizacji pozarządowych wystosowało wspólne apel, w którym zwraca się do władz o usunięcie powstałych luk i zapewnienie ciągłości terapii najbardziej potrzebującym. Apel podkreśla, że nie chodzi o powrót do wszystkich poprzednich zasad, lecz o zapobieżenie przerwaniu krytycznego leczenia. Niemniej w publicznej debacie te niuanse często giną, a cały apel jest sprowadzany do żądania „przywrócenia przywilejów”.

Liczby, które zmieniają perspektywę
Emocjonalne stwierdzenia łatwo pomijają rzeczywistość ekonomiczną. Z danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wynika, że koszty świadczeń zdrowotnych dla obywateli Ukrainy w ramach specustawy wyniosły: w 2022 roku – 514,6 mln zł (ponad 650 tys. pacjentów), w 2023 roku – 848 mln zł (ponad 800 tys. pacjentów), a w 2024 roku – 747 mln zł (ponad 523 tys. pacjentów).
Jednocześnie znaczna część Ukraińców pracuje i regularnie odprowadza składki. Według informacji ZUS w 2023 roku wpływy ze składek zdrowotnych od obywateli Ukrainy osiągnęły 3,1 mld zł, a w 2024 roku wzrosły do 3,8 mld zł. Nawet po uwzględnieniu wszystkich kosztów leczenia (w tym tych realizowanych w ramach mechanizmu specjalnego) w 2024 roku nadwyżka wyniosła około 1,56 mld zł, a w 2023 roku – 1,15 mld zł. Innymi słowy, pracujący Ukraińcy nie tylko nie obciążają systemu, lecz wpłacają do niego więcej, niż otrzymują w formie świadczeń medycznych.
Tymczasowe rozwiązania z lat 2022–2025 stanowiły element ogólnounijnej reakcji na kryzys humanitarny. Nie były one pomyślane jako stała ulga, lecz jako nadzwyczajne narzędzie wsparcia osób, które musiały opuścić swój kraj z powodu wojny.
Kryzys, który nie zaczął się wraz z przybyciem uchodźców
Problemów polskiej ochrony zdrowia nie da się sprowadzić do jednego czynnika zewnętrznego. Już w raportach OECD z lat poprzedzających pełnoskalową wojnę wskazywano na chroniczne niedofinansowanie: rzeczywiste publiczne wydatki na zdrowie w Polsce przez długi czas utrzymywały się na poziomie 5,8–6,4 proc. PKB przy założonym celu 7 proc. To mniej niż średnia w organizacji i wyraźnie poniżej wskaźników większości krajów Europy Zachodniej.
Do strukturalnych trudności należą: deficyt personelu medycznego, dominacja modelu szpitalnego nad profilaktyką i podstawową opieką zdrowotną, długie kolejki do specjalistów, wysokie wskaźniki śmiertelności z przyczyn możliwych do uniknięcia oraz presja wynikająca ze starzenia się społeczeństwa. Te wyzwania narastały przez dziesięciolecia. Udział kosztów leczenia obywateli Ukrainy w ogólnym budżecie NFZ nawet w szczytowych latach nie przekraczał kilku dziesiątych procent. Kolejki i dziury finansowe były widoczne na długo przed napływem uchodźców.
Gdy uproszczenie przeradza się w manipulację
Rozdmuchiwanie tematu „przywilejów” jest niebezpieczne właśnie ze względu na swoją prostotę. Rzeczywiste trudności polskich pacjentów – długie terminy oczekiwania, brak lekarzy, rosnące koszty – wykorzystuje się do tworzenia wyraźnego podziału „swoi kontra obcy”. Pomija się przy tym tymczasowy charakter rozwiązań z 2022 roku, wkład pracujących Ukraińców oraz fakt, że apele organizacji pozarządowych dotyczą przede wszystkim pacjentów onkologicznych, dializowanych i innych grup szczególnie wrażliwych, dla których przerwanie terapii może mieć nieodwracalne skutki.
Taki sposób myślenia odwraca uwagę od konieczności systemowych reform w Polsce: zwiększenia efektywności wydatków, rozwoju profilaktyki, rozwiązania problemu kadr oraz przejścia na bardziej zrównoważony model finansowania. Zamiast rzeczowej rozmowy o tym, jak wzmocnić NFZ w warunkach presji demograficznej i inflacji kosztów usług medycznych, społeczeństwo otrzymuje wygodny, choć powierzchowny narratyw. W dłuższej perspektywie podobne podgrzewanie napięć między polskim a ukraińskim społeczeństwem osłabia stabilność regionalną i strategiczne partnerstwo obu krajów – zwłaszcza w obliczu trwającej rosyjskiej agresji.
W poszukiwaniu faktów zamiast emocji
Dyskusja wokół dostępu do NFZ po 5 marca 2026 roku odsłania szerszy problem: skłonność części debaty publicznej do zastępowania złożonej rzeczywistości prostymi wyjaśnieniami. Teza o „uprzywilejowanym dostępie” nie jest całkowicie bezpodstawna – w latach 2022–2025 rzeczywiście obowiązywały tymczasowe ułatwienia. Staje się jednak zniekształceniem, gdy przeradza się w uniwersalne wyjaśnienie wszystkich bolączek polskiej medycyny i pomija zarówno wkład ekonomiczny Ukraińców, jak i wewnętrzne systemowe niedostatki.
W interesie polskiego społeczeństwa leży opieranie się na zweryfikowanych danych podczas dyskusji o podziale środków publicznych. Tylko takie podejście pozwala skupić się na rzeczywistych reformach NFZ, a nie na poszukiwaniu zewnętrznych winnych. Ostatecznie spokojny, oparty na liczbach dialog lepiej służy wzmacnianiu spójności społecznej i długoterminowego bezpieczeństwa regionu niż emocjonalnie nacechowane uproszczenia.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
