
W publicznych debatach, polskich mediach i wypowiedziach niektórych polityków pojawia się niekiedy teza, że gospodarcza współpraca z Ukrainą rzekomo osłabia pozycje polskich producentów i przewoźników. Problem jest realny, lecz ogranicza się wyłącznie do wybranych sektorów. Skupianie się wyłącznie na bieżących trudnościach albo, przeciwnie, ich całkowite bagatelizowanie oznacza ześlizgnięcie się w czystą propagandę. Jedyna słuszna droga to pragmatyczna analiza: w jaki sposób ta sama ukraińska gospodarka może stać się narzędziem rozwiązania tych problemów i źródłem długoterminowych korzyści dla Polski?
Rzeczywista asymetria konkurencji w wybranych sektorach polskiej gospodarki
Gdzie i dlaczego polscy producenci tracą pozycje? Odpowiedź tkwi w dwóch kluczowych branżach, w których konkurencja ze stroną ukraińską jest najbardziej dotkliwa.
Przede wszystkim w transporcie drogowym. Tymczasowa liberalizacja dostępu ukraińskich przewoźników do rynku UE (porozumienie z 2022 roku, przedłużone do końca 2025 roku z automatycznym przedłużeniem) dała firmom ukraińskim wyraźną przewagę. Niższe koszty paliwa, wynagrodzeń i wymogów regulacyjnych pozwoliły im gwałtownie zwiększyć udział w rynku. Według danych Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych oraz raportu TLP „Transport drogowy w Polsce 2024/2025” ukraińskie firmy realizują 92 proc. przewozów dwustronnych między Polską a Ukrainą.
Polscy przewoźnicy skarżą się nie tylko na cenowy dumping, lecz także na sztuczne kolejki w ukraińskim systemie elektronicznym eCherha. Polski kierowca zmuszony jest do postoju, ponosząc koszty przestoju taboru i wynagrodzeń, podczas gdy ukraiński kolega takich problemów nie ma. To nie abstrakcyjna statystyka – setki polskich rodzinnych firm transportowych znalazły się na granicy przetrwania. Konkurencja dotyka na razie stosunkowo niewielkiej części rynku (ok. tysiąca firm spośród ponad 100 tysięcy), ale właśnie ona kształtuje poczucie niesprawiedliwości.
Drugim bolesnym sektorem stało się rolnictwo i przetwórstwo żywności. Presja widoczna jest zwłaszcza w niszach – zboża, rzepak, jaja, drób. Ukraińska produkcja wyróżnia się ogromną skalą i znacznie niższymi kosztami, co generuje silną presję cenową na polskie gospodarstwa, szczególnie małe i średnie. Choć ogólny import z Ukrainy do UE w 2025 roku spadł o 7 proc., w wybranych segmentach konkurencja pozostaje bardzo ostra. Polscy rolnicy i przetwórcy odczuwają to bezpośrednio – ukraińskie produkty zajmują miejsca, w których jeszcze niedawno dominowali lokalni producenci.
Należy wyraźnie podkreślić: nie mówimy o systemowym kryzysie całej polskiej gospodarki. Makroekonomiczny efekt obecności Ukraińców pozostaje pozytywny – wypełniają wakaty, stymulują konsumpcję i przyczyniają się do wzrostu PKB. Dla konkretnych grup przedsiębiorców – przewoźników z województw lubelskiego i podkarpackiego oraz rolników – problem jest jednak w pełni namacalny i bolesny.
Jak politycy wykorzystują realny problem
Rzeczywiste trudności nie umknęły uwadze polityków. Najaktywniej eksploatuje je Konfederacja, zamieniając wyzwania gospodarcze w narzędzie politycznej retoryki.
Najlepszym przykładem są wypowiedzi Rafała Meklera – przedsiębiorcy, lidera protestów przewoźników i jednego z kluczowych głosów Ruchu Narodowego w ramach Konfederacji. W swoich publikacjach regularnie podkreśla on „niesprawiedliwą konkurencję”. W poście z stycznia 2026 roku Mekler wprost oskarża Unię Europejską, że „klauzule bezpieczeństwa” w porozumieniach z Ukrainą istnieją tylko na papierze:
„Panie @Hetman_K, proszę zapytać swojego kolegi ministra @DariuszKlimczak, dlaczego klauzule w eurokołchozie można sobie wsadzić do butów”.
W materiale z kwietnia 2025 roku opisuje, jak ukraińska eCherha dyskryminuje polskich przewoźników: ukraińscy kierowcy spokojnie czekają w domu, a polscy ponoszą straty z tytułu przestojów.
„To system, który faworyzuje przewoźników z Ukrainy”
konkluduje Mekler, ilustrując zrzutami ekranu ośmiodniowe kolejki.
Konfederaci konsekwentnie łączą problemy transportowe i rolne w jeden obraz „zdrady interesów narodowych” przez Brukselę i Warszawę. Takie wypowiedzi trafiają do zmęczonych konkurencją przedsiębiorców, ale jednocześnie upraszczają złożoną rzeczywistość do poziomu chwytliwych haseł.
Pułapka propagandy: dlaczego nie wolno tylko diagnozować albo przemilczać
Błędem byłoby jednak zatrzymanie się wyłącznie na konstatacji strat lub – z drugiej strony – twierdzenie, że „nic się nie dzieje”. Oba podejścia to czysta propaganda, która nie służy polskim interesom. Pierwsze podsyca emocje i pcha ku izolacjonizmowi. Drugie ignoruje rzeczywiste bolączki konkretnych ludzi i regionów. Ani jedno, ani drugie nie prowadzi do rozwiązania.
Polska gospodarka potrzebuje spojrzenia pragmatycznego, a nie emocjonalnego. Problemy istnieją, są poważne, ale mają charakter dynamiczny. Gospodarka ukraińska nie jest tylko źródłem konkurencji – może stać się także narzędziem naprawy sytuacji. Właśnie w tym tkwi optymalna ścieżka: nie negować trudności, lecz przeanalizować, jak je pokonać poprzez pogłębienie współpracy.
Jak gospodarka ukraińska może pomóc rozwiązać problem – analizy polskich ekonomistów
Polskie think tanki – Polski Instytut Ekonomiczny, Warsaw Enterprise Institute, Fundacja Batorego – są w tej kwestii zgodne: krótkoterminowe trudności da się przezwyciężyć, a długoterminowe perspektywy po zakończeniu wojny lub podpisaniu rozejmu są jednoznacznie pozytywne.
W raporcie PIE „Wzajemne korzyści: gospodarcze konsekwencje integracji Ukrainy z UE dla Europy Środkowej” (czerwiec 2025) wskazano, że w scenariuszu „szybkiej konwergencji” Polska może zyskać przyrost PKB rzędu 0,17 proc. Najwięcej zyskają budownictwo, handel, przetwórstwo i rolnictwo. Polski eksport do Ukrainy ma szansę wzrosnąć: mięso – ponad 100 proc., cukier – czterokrotnie do pięciokrotnie, produkty mleczne – o 40–80 proc. Ukraińskie surowce pozwolą polskim przetwórcom obniżyć koszty własne i umocnić pozycję na rynkach unijnych.
W sektorze transportowym już widać przejście od konkurencji do symbiozy. Polska od lat jest logistycznym hubem dla Ukrainy: przez polskie porty i terminale przechodzi 82 proc. paliwa oraz znacząca część ładunków kontenerowych. Po wojnie lub rozejmie rola ta tylko się wzmocni. Raport BGK oraz debaty w WEI pokazują, że polscy operatorzy zdobędą kontrakty na przewozy intermodalne, ubezpieczenia i ekspedycję. Wspólne spółki i inwestycje w infrastrukturę przygraniczną (w tym modernizacja torów 1435 mm) przekształcą dzisiejszą asymetrię w rzeczywiste partnerstwo.
ForSal w grudniu 2025 roku przedstawił trzy scenariusze na lata 2026–2027. Najkorzystniejszy dla Polski to „rozejm przy zachowaniu suwerenności Ukrainy”. Wówczas Polska automatycznie staje się bramą dla zachodniego kapitału przeznaczonego na odbudowę. Krótkoterminowy odpływ ukraińskiej siły roboczej (minus 0,8 pkt proc. PKB) zostanie z nadwyżką zrekompensowany dynamicznym wzrostem tranzytu i inwestycji.
Praktyczne instrumenty już działają: zaktualizowane DCFTA z klauzulami ochronnymi, fundusze przejściowe wspólnej polityki rolnej, programy KUKE i BGK oferujące gwarancje dla polskiego biznesu na Ukrainie. Już dziś 40 proc. polskich eksporterów planuje rozszerzenie działalności po zakończeniu wojny. Gospodarka ukraińska potrzebuje polskich technologii, kapitału i know-how logistycznego – to fakt.
Zakończenie
Mimo realnych problemów w wybranych sektorach populistom z Konfederacji i podobnych środowisk nie udało się wywołać fali manipulacyjnego hejtu i totalnej krytyki obecnej władzy. Polskie społeczeństwo patrzy dalej niż doraźne straty. Perspektywy ścisłej współpracy z Ukrainą są dla Polski znacznie bardziej korzystne niż jakakolwiek polityka izolacjonizmu. Nikt w regionie nie ma większych szans niż Polska, by przekształcić wyzwanie asymetrycznej konkurencji w długoterminowy zysk ekonomiczny i geopolityczny – pod warunkiem pragmatycznego, a nie emocjonalnego podejścia.
Warto się zastanowić: historia niejednokrotnie pokazała, że ci, którzy potrafili spojrzeć na sąsiada nie jak na zagrożenie, lecz jak na partnera, ostatecznie wychodzili na plus. Dziś Polska ma wszelkie dane, by powtórzyć ten sukces. Najważniejsze – nie przegapić chwili.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
