
Nie, to nie żart ani fałszywa wiadomość. Żołnierz uwieczniony na szeroko znanym zdjęciu z Berlina również trafił na listy nowych „wrogów ludu”, a dokładniej — putinowskiej rzeszy.
Niezależni dziennikarze ze zdumieniem odkryli w artykule rosyjskiego wydania „Gazeta.ru” na temat tego, kto tak naprawdę zatknął sztandar nad Reichstagiem w 1945 roku, następujący fragment:
„Na znanym zdjęciu fotoreportera Eugeniusza Chaldeja uwiecznieni są jednak nie Bierest z Jegorowem i Kantarią, lecz żołnierze 8. Gwardyjskiej Armii: Aleksiej Kowalow (uznany w Federacji Rosyjskiej za agenta zagranicznego), Abdulkachim Ismaiłow i Leonid Goriczew”.
To jest grymas współczesnej rosyjskiej cenzury. Media w putinowskiej Rosji są zobowiązane do oznaczania wszystkich osób znajdujących się na listach „agentów zagranicznych”, pod groźbą kary. Ministerstwo Sprawiedliwości ogłasza nowych „wrogów ludu” co tydzień. Na dziś na tych listach znajduje się ponad tysiąc osób. Pomylić się lub zapomnieć oznaczyć któregoś z „wrogów ludu” jest bardzo łatwo.
Dlatego media uciekają się do różnych sztuczek: piszą programy, które automatycznie dodają odpowiednie oznaczenia w tekstach. Tak się złożyło, że „agent zagraniczny” Aleksiej Kowalow rzeczywiście istnieje — to dziennikarz liberalnego rosyjskiego serwisu „Meduza”.
Jak pisze portal „Wiersztka”, podobny przypadek zdarzył się w kilku innych artykułach „Gazeta.ru”, gdzie wspominano innego Aleksieja Kowalowa. W jednym z nich, z 2020 roku, pojawił się ten sam chorąży zwycięstwa. W innym, również z 2020 roku, do grona agentów zagranicznych wpisano jeszcze jednego Aleksieja Kowalowa — hokeistę, mistrza olimpijskiego i zdobywcę Pucharu Stanleya.
Później oznaczenia o statusie „agenta zagranicznego” radzieckiego żołnierza i rosyjskiego hokeisty zostały usunięte — najwyraźniej ręcznie — ale pierwotne wersje tych publikacji nadal można znaleźć w archiwach internetowych:

Ale najbardziej zabawne jest to, że rosyjskie represyjne prawo rzeczywiście pozwala uznać za „agenta zagranicznego” kogokolwiek — nawet radzieckiego żołnierza, który szturmował Berlin. Do wpisania na czarną listę wystarczy, by dana osoba znajdowała się pod „zagranicznym wpływem” — a to pojęcie można interpretować bardzo szeroko.
Tak więc radziecki żołnierz, który przeszedł pół Europy i dotykał murów Reichstagu, z pewnością w pełni tego „wpływu” doświadczył. A jeśli jeszcze trafiły do niego jakieś rzeczy, które Ameryka dostarczała Związkowi Radzieckiemu w ramach Lend-Lease, to tym gorzej. W końcu mamy tu już do czynienia z materialną pomocą zachodnich kuratorów. Na pewno agent zagraniczny!
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
