
Walka z „ukrainizacją” Polski coraz bardziej przypomina polowanie na czarownice. I nie jest to figura retoryczna. Polski dziennikarz przeniknął na spotkanie przeciwników „obcego napływu”, gdzie usłyszał świeżą teorię spiskową. Okazuje się, że Ukraińcy potajemnie spotykają się nocami w lesie, gdzie „knują” przeciwko Polsce.
Co dzieje się na zlocie „Patroli Obywatelskich”
Historię tę odkrył dziennikarz „Gazety Wyborczej” Rafał Górski. Zarejestrował się jako członek „Patroli Obywatelskich” — organizacji związanej ze środowiskiem nacjonalistycznym — i pojechał na jej ogólnopolski zlot w Bolesławcu.
Aby zostać uczestnikiem, wystarczyło zapłacić 10 złotych składki członkowskiej. Na zlocie dziennikarz usłyszał spiskowe opowieści o Ukraińcach, antysemickie wypowiedzi oraz plany tworzenia grup, które mają tropić cudzoziemców na ulicach polskich miast.
Sama nazwa organizacji brzmi całkiem szacownie: „Patrole Obywatelskie”. W praktyce chodzi o grupy, które uważają, że należy samodzielnie kontrolować sytuację z cudzoziemcami.
W opowieściach uczestników, których wysłuchał Górski, Ukraińcy nie są już po prostu niepożądanymi migrantami czy konkurentami na rynku pracy. Stają się uczestnikami domniemanego spisku przeciwko Polsce.
Jeden z rozmówców dziennikarza opowiadał, że znajomy taksówkarz rzekomo co tydzień wozi Ukraińców do lasu na tajne spotkania. Na pytanie dziennikarza, czy może po prostu jeżdżą tam na grilla, rozmówca nadal obstawał przy wersji o spisku przeciwko Polsce.
Właśnie taki materiał — z rozmowami o tajnych spotkaniach Ukraińców, antysemickimi wypowiedziami i planami tropienia cudzoziemców — Górski przywiózł z ogólnopolskiego zlotu „Patroli Obywatelskich” w Bolesławcu.
Skrajnie prawicowi polscy politycy znów powiedzą, że nie odpowiadają za to, co dzieje się w głowie pojedynczego polskiego obywatela. Ale to właśnie oni w ostatnim czasie coraz aktywniej nadają ton, podsycając antyukraińskie nastroje z wysokich trybun.
Polowanie zaczyna się w Sejmie
9 czerwca, w duchu tego samego polowania na czarownice, radykalnie nastawieni posłowie Sejmu postanowili szukać Ukraińców w polskich ministerstwach.
Przemysław Czarnek z PiS zażądał przerwy w posiedzeniu i zwołania Konwentu Seniorów, aby wyjaśnić, „dlaczego w tym rządzie wciąż są Ukraińcy obrażający Polaków”.
Następnie do poszukiwań dołączył Janusz Kowalski. Ogłosił rozpoczęcie kontroli poselskiej we wszystkich ministerstwach w sprawie „ukrainizacji” administracji państwowej i zażądał informacji, ilu cudzoziemców pracuje w polskich urzędach.
Powodem podejrzeń Kowalskiego był między innymi e-mail z jednego z ministerstw. Poseł założył, że wysłała go Ukrainka, ponieważ w imieniu i nazwisku nie dostrzegł polskiego pochodzenia, po czym postanowił ustalić, ilu cudzoziemców pracuje w ministerstwach.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty nazwał całą sytuację skandalem: jego zdaniem posłowie szukają już w rządzie osób pochodzenia ukraińskiego i żydowskiego, a kolejnym obiektem poszukiwań mogą stać się geje. Szymon Hołownia mówił o „cuchnącym polowaniu” na Polaków przyznających się do swoich ukraińskich korzeni.
„Stop ukrainizacji”
Dla Grzegorza Brauna i jego „Konfederacji Korony Polskiej” nie jest to od dawna przypadkowe hasło, lecz jeden z głównych tematów politycznych.
Partia przypomina: już wiosną 2022 roku uruchomiła hasło „Stop ukrainizacji Polski”, a latem tego samego roku wydała broszurę poświęconą zagrożeniu „ukrainizacją i banderyzacją” i zaczęła organizować pikiety w całym kraju.
W styczniu 2026 roku poseł KKP Włodzimierz Skalik powiedział z sejmowej trybuny: „Ukrainizacja Polski na pełnej”. Mówił między innymi o „ukraińskim komponencie” w rządzie i rozszerzaniu praw obywateli Ukrainy.
W czerwcu Skalik uznał już za „ukrainizację Polski” odegranie ukraińskiego hymnu na konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy w Gdańsku. W jego interpretacji sam fakt odegrania hymnu stał się dowodem na to, że „ukrainizacja Polski rozgrywa się na naszych oczach”.
W ten sposób powstaje polityczna konstrukcja, w której sama obecność Ukraińców staje się oznaką domniemanej „ukrainizacji” państwa.
Z Sejmu — na ulice
Można uznać to wszystko za polityczny cyrk. Można zaliczyć do tego samego cyrku — tyle że już zamkniętego — opisany przez dziennikarza „Wyborczej” zlot.
Ale jest problem. W Polsce rzeczywiście odnotowuje się wzrost otwartej agresji wobec Ukraińców.
18 sierpnia ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar powiedział, że liczba przypadków otwartej agresji wobec Ukraińców w Polsce w ciągu roku wzrosła o ponad 30 procent. Jego oświadczenie padło po ataku w Bydgoszczy na dwoje ukraińskich dzieci. Bodnar zaapelował również do polskich polityków, aby nie wykorzystywali tematu Ukraińców do zdobywania politycznych punktów.
Jednocześnie pojawiają się ludzie gotowi samodzielnie obserwować cudzoziemców i szukać wśród nich potencjalnego zagrożenia.
W czerwcu „Wyborcza” pisała o samozwańczych patrolach, które sprawdzały dokumenty cudzoziemców na warszawskim Dworcu Centralnym. W lipcu „Patrole Obywatelskie” ogłosiły mobilizację przeciwko konferencji Muzułmańskiej Rady Kobiet i wzywały do „rozwiązania ręcznego”.
13 lipca w autobusie w Bielsku-Białej 54-letni mężczyzna agresywnie i wulgarnie obrażał trzy ukraińskie dziewczynki, wśród których były dwie 11-latki. Później postawiono mu zarzuty znieważenia ze względu na narodowość oraz naruszenia nietykalności cielesnej jednej z dziewczynek.
26 lipca we Wrocławiu trzech mężczyzn zaatakowało ukraińską parę — 20-letnią dziewczynę i 21-letniego mężczyznę. Dwóch podejrzanych zostało zatrzymanych i aresztowanych, a trzeciego policja poszukiwała. Jednemu z zatrzymanych przedstawiono zarzut przemocy motywowanej narodowością.
I nie były to jedyne takie przypadki. We Wrocławiu wcześniej pobito mężczyznę za mówienie po ukraińsku, a ukraińskiego sprzedawcę ostrzelano z wiatrówki po tym, jak zwrócił uwagę klientowi. W obu przypadkach rozpatrywano motyw narodowościowy.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
