
W Polsce nadal odnotowuje się ksenofobiczne przestępstwa przeciwko Ukraińcom. Ofiarami padają nawet dzieci. A napastnikami okazują się z pozoru zupełnie zwyczajni obywatele. Taki wzrost wrogości wobec ludzi, z których wielu znalazło się w Polsce, uciekając przed wojną, sam w sobie jest niepokojący. Jest jednak ważne tło, które ten niepokój potęguje. Rosja, państwo-agresor, nadal testuje granice bezpieczeństwa NATO i prowokuje kraje Europy Wschodniej — ale w tym przypadku polscy „patrioci” ze skrajnie prawicowego spektrum jakby zupełnie nie mieli nic do powiedzenia.
14 sierpnia w Bydgoszczy dwoje ukraińskich dzieci — 14-letnia dziewczynka i jej 12-letni brat — zostało zaatakowanych przez dorosłych. Według ukraińskiego konsulatu i policji konflikt rozpoczął się dlatego, że dzieci rozmawiały ze sobą po ukraińsku. Chłopcu, jak informowano, wykręcono rękę, zabrano i zniszczono zabawkowego drona, a jego fragmentami rzucono w dziecko. Policja prowadzi postępowanie w sprawie możliwego przestępstwa na tle narodowościowym.
Zatrzymano 46-letnią kobietę i 34-letniego mężczyznę, którzy byli razem z małym psem. Zarzuty postawiono na razie tylko kobiecie: znieważenia na tle narodowościowym, naruszenia nietykalności cielesnej osoby małoletniej oraz uszkodzenia mienia.
Najbardziej zdumiewające jest to, że w tej historii nie mamy do czynienia z osobami ewidentnie zmarginalizowanymi. A przypadku w Bydgoszczy, niestety, nie da się już łatwo traktować jako odosobnionego incydentu kryminalnego, biorąc pod uwagę szerszy kontekst.
18 sierpnia ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar oświadczył, że w ciągu roku liczba przypadków otwartej agresji wobec Ukraińców w Polsce wzrosła o ponad 30%. Jednocześnie zwrócił się bezpośrednio do polskich polityków z prośbą, by nie wykorzystywali tego tematu do zdobywania politycznych punktów.
Nie chodzi więc już o pojedyncze konflikty. Mamy mierzalny wzrost agresji, konkretne sprawy karne oraz klimat polityczny, w którym negatywny stosunek do Ukraińców stał się istotną częścią krajowej debaty.
Jednocześnie część skrajnie prawicowych „patriotów”, promujących tę narrację, uparcie przedstawia migrantów jako główne „zagrożenie” dla kraju i demonstracyjnie ignoruje szerszy aspekt bezpieczeństwa Polski.
Przypomnijmy, że 30 lipca rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 podczas zmasowanego ataku na Ukrainę wleciał w polską przestrzeń powietrzną i spadł na pole w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim. Polskie władze początkowo mówiły, że wszystko wskazuje na rosyjskie pochodzenie pocisku; w wyniku upadku powstał krater o szerokości około 10 metrów, ale nikt nie ucierpiał.
Stało się to tego samego dnia, w którym Rosja przeprowadziła jeden z kolejnych zmasowanych ataków na Ukrainę — oznacza to, że rosyjski pocisk znalazł się na terytorium Polski nie w wyniku jakiegoś odrębnego incydentu, lecz w trakcie trwającej wojny u polskiej granicy. Polskie i natowskie samoloty znajdowały się wówczas w powietrzu, aby chronić polską przestrzeń.
A 20 sierpnia już Rumunia — kolejny kraj NATO — była zmuszona poderwać F-16 po wykryciu na Morzu Czarnym drona morskiego z materiałami wybuchowymi, znajdującego się zaledwie kilkaset metrów od inwestycji gazowej Neptun Deep. Dron został zniszczony, aby chronić setki osób znajdujących się na platformie oraz krytyczną infrastrukturę energetyczną. Prezydent Rumunii Nicușor Dan przypisał Rosji odpowiedzialność za incydent, a Ursula von der Leyen określiła to zdarzenie jako część „eskalacji kampanii gróźb”.
Tak więc w ciągu niespełna miesiąca: najpierw — rosyjski pocisk w polskiej przestrzeni powietrznej, następnie — dron morski z materiałami wybuchowymi w pobliżu rumuńskiej infrastruktury energetycznej.
To rzeczywistość, w której Rosja testuje granice bezpieczeństwa NATO, przeprowadza zmasowane ataki na ukraińskie miasta i stwarza zagrożenia dla krytycznej infrastruktury sąsiednich państw.
I istnieje rzeczywistość polskich skrajnie prawicowych „patriotów”, którzy nadal znajdują znacznie łatwiejszy cel w Ukraińcach. Za zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski przedstawiają nie nielegalnych migrantów ani konkretnych sprawców naruszeń prawa, lecz po prostu ludzi rozmawiających ze sobą po ukraińsku.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
