
Kryzys konstytucyjny w Polsce, który rozpoczął się w 2015 roku, wchodzi w kolejną fazę. Obecny konflikt to jednak nie tylko kolejny spór o sędziów. Stawia pytania o niezależność władzy sądowniczej i o to, co się dzieje, gdy prezydent przeciwstawia własną wolę decyzjom innych organów państwa.
Historia zaczęła się jeszcze podczas zmiany władzy w 2015 roku. Ustępująca większość parlamentarna próbowała z wyprzedzeniem wybrać pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, choć kadencje dwóch z nich kończyły się już za rządów nowego Sejmu. Po zwycięstwie PiS nowy parlament unieważnił te wybory i wybrał własnych kandydatów. Prezydent Andrzej Duda odmówił przyjęcia ślubowania od części sędziów wybranych przez poprzedni Sejm. Polityczna walka o skład najwyższego organu kontroli konstytucyjności prawa przerodziła się w systemowy kryzys, którego skutków Polska nie przezwyciężyła do dziś.
Za rządów PiS Trybunał znalazł się pod kontrolą sędziów powołanych w wyniku kontrowersyjnych procedur. Po objęciu władzy przez koalicję Donalda Tuska w 2023 roku rozpoczęto próbę przywrócenia praworządności. Rząd i parlament napotkały jednak prezydenckie weta, sprzeczności prawne oraz opór dotychczasowego kierownictwa Trybunału.
Teraz konflikt zaostrzył się za prezydentury Karola Nawrockiego. Sejm wybrał nowych sędziów, ale prezydent odmówił przyjęcia ślubowania od części z nich. 14 października 2026 roku sędzia Maciej Berek złożył ślubowanie w Sejmie, bez udziału prezydenta. Prezes Trybunału Bogdan Święczkowski nie dopuścił go do orzekania. Przed budynkiem doszło do starć z udziałem prawicowych aktywistów i policji. Strona prezydencka powołuje się na konieczność przestrzegania procedur, rząd zaś uważa, że prezydent blokuje wykonanie prawa.
Za tym sporem prawnym kryją się dwa zasadnicze zagrożenia.
Pierwsze — przekształcenie prezydenta w faktycznego dysponenta władzy sądowniczej. Konstytucja RP przewiduje wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm. Jeśli prezydent może według własnego uznania blokować objęcie urzędu przez wybranych sędziów, formalna procedura staje się narzędziem politycznej kontroli. Prezydent zyskuje możliwość wpływania na skład organu, który ma oceniać konstytucyjność działań samej władzy.
To niebezpieczny precedens dla każdej demokracji. Rosja pokazuje, jak daleko może posunąć się uzależnienie sądownictwa od władzy wykonawczej: sędziów sądów federalnych powołuje tam prezydent. Polska wciąż funkcjonuje w zupełnie innych realiach instytucjonalnych, ale sama próba rozszerzania kontroli prezydenta poza jego konstytucyjne kompetencje prowadzi w niebezpiecznym kierunku.
Drugie zagrożenie — przeciwstawianie „woli narodu” zasadzie podziału władz. Minister w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz oświadczył, że Nawrocki odwoła się do „siły narodu” i zmobilizuje swoich wyborców przeciwko rządowi. Sama taka retoryka nie jest antydemokratyczna: politycy mają prawo wzywać zwolenników do protestów. Problem pojawia się wtedy, gdy wybrany przywódca przedstawia własną wolę polityczną jako jedyną autentyczną wolę narodu, a parlament, sądy i inne niezależne instytucje — jako przeszkody, które można ominąć.
Tak działa jedna z klasycznych strategii autorytarnych: przywódca odwołuje się bezpośrednio do narodu, by osłabić ograniczenia własnej władzy. Demokracja oznacza jednak nie tylko wybory i poparcie większości, lecz także reguły wiążące zwycięzców, niezależne sądownictwo i zakaz jednostronnego uchylania niewygodnych rozstrzygnięć.
W obliczu otwartych gróźb ze strony Rosji polski kryzys nabiera również wymiaru międzynarodowego. Nie ma podstaw, by twierdzić, że Moskwa organizuje obecne starcie. Nie ulega jednak wątpliwości, że osłabienie zaufania do instytucji państwa, uliczna konfrontacja i wzajemne podważanie legitymacji politycznych przeciwników tworzą dogodne warunki dla rosyjskiej propagandy. Kreml nie musi sterować konfliktem, żeby czerpać z niego korzyści.
Pytanie nie brzmi więc, która siła polityczna zwycięży w kolejnej rundzie walki o Trybunał. Chodzi o to, czy w Polsce pozostaną instytucje zdolne ograniczać koncentrację władzy w jednych rękach, niezależnie od tego, kto zajmuje Pałac Prezydencki i kontroluje większość parlamentarną.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
