
Rosja płaci za podsycanie nienawiści między Polakami a Ukraińcami. Nie są to ogólne, bezpodstawne oskarżenia. To materiały konkretnych postępowań karnych, z którymi polskie służby specjalne coraz częściej mają do czynienia.
Kolejne dowody na to, że waśnie między Polakami a Ukraińcami podsyca Moskwa, pojawiły się minionego lata.
Polskie służby specjalne rozbiły całą siatkę, która za rosyjskie pieniądze organizowała protesty z udziałem Ukraińców mieszkających w Polsce. Protesty te miały swoją specyfikę. Dotyczyły polityki wewnętrznej Ukrainy, a przede wszystkim — skandali korupcyjnych. Celem było przedstawienie państwa, które już piąty rok broni się przed rosyjską agresją, w jak najgorszym świetle.
Pod koniec czerwca ABW wspólnie ze Strażą Graniczną zatrzymała 11 osób — dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch obywateli Białorusi. Zatrzymania miały miejsce w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Zakopanem i Bydgoszczy. Według ABW od jesieni 2025 roku członkowie siatki rekrutowali ludzi do udziału w demonstracjach wśród ukraińskich uchodźców w Polsce i płacili im za obecność. Pieniądze, jak ustaliły polskie służby specjalne, pochodziły z Rosji.
ABW nie precyzuje, ile akcji i gdzie dokładnie zdążyli przeprowadzić członkowie siatki oraz zrekrutowani przez nich migranci. Nie wiadomo również, na ile skuteczna była każda z tych akcji z osobna. W każdym razie istnieje ogólne tło, na które te działania również mogły w mniejszym lub większym stopniu wpłynąć.
Jak już pisały „Wschody”, w sierpniu ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar oświadczył, że w ciągu roku liczba przypadków otwartej agresji wobec Ukraińców w Polsce wzrosła o ponad 30%.
I nie jest to jedyny odnotowany przez polskie służby specjalne sposób podsycania polsko-ukraińskiej wrogości na rosyjskie zlecenie.
14 lipca ABW poinformowała o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko 18-letniemu obywatelowi Ukrainy Illii K. Według śledztwa od listopada 2024 roku do sierpnia 2025 roku dopuścił się on 47 czynów przestępczych na zlecenie rosyjskich służb specjalnych. Wśród nich znalazły się bezczeszczenie miejsc pamięci związanych z polskimi ofiarami UPA, nanoszenie na budynki i pomniki czerwono-czarnych flag oraz napisów „Sława UPA”.
Według ABW celem tych działań było podsycanie napięć narodowościowych między Polakami a Ukraińcami. Śledztwo ustaliło również mechanizm rekrutowania wykonawców za pośrednictwem internetowych komunikatorów oraz wypłacania im wynagrodzenia w kryptowalutach za pośrednictwem zagranicznych giełd zarejestrowanych w Rosji i Chinach.
Już po skierowaniu sprawy do sądu Prokuratura Krajowa poinformowała, że wśród zarzutów postawionych 18-letniemu Ukraińcowi znalazło się również przygotowywanie akcji dywersyjnej z użyciem bezzałogowego statku powietrznego podczas defilady z okazji Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia 2025 roku.
Według śledztwa bezzałogowiec miał przelecieć nad samochodem, w którym podczas defilady miał znajdować się prezydent Polski. Illia K. omawiał ze swoimi mocodawcami typ i cenę drona, źródło finansowania operacji, sposób wykonania zadania oraz środki, które miały zmniejszyć ryzyko jego wykrycia. Analizował również trasę defilady w rejonie warszawskiej Wisłostrady. Operacja ostatecznie nie doszła do skutku: 12 sierpnia 2025 roku Illia K. został zatrzymany przez polskie służby specjalne.
Illii grozi długa kara więzienia, nawet dożywotnie pozbawienie wolności. Organizatorzy protestów opartych na sztucznie wykreowanych tematach zostali już wydaleni z Polski lub wkrótce zostaną wydaleni. Jasne jest jednak, że w obu przypadkach mowa o szeregowych wykonawcach. Rosyjskie służby specjalne zawsze mogą znaleźć i opłacić nowych wykonawców.
Zwłaszcza w sytuacji, gdy Europa wciąż reaguje na akty wojny hybrydowej ze znacznym opóźnieniem. Dopiero w tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że w Berlinie wreszcie zostaje zamknięty Rosyjski Dom. Organizację Rossotrudniczestwo, rozpowszechniającą narracje putinowskiej propagandy, tolerowano przez ponad cztery i pół roku od początku pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie.
Decyzję o zamknięciu Rosyjskiego Domu w Berlinie wraz z Konsulatem Generalnym Federacji Rosyjskiej w Bonn podjęto dopiero wtedy, gdy niemieckie władze otrzymały dowody na udział Rosji w akcie dywersji na lotnisku w Lipsku, gdzie 5 sierpnia znaleziono drona z materiałami wybuchowymi.
Trudno uznać ten krok za podjęty w odpowiednim momencie. Ale jest to przypadek, w którym lepiej późno niż wcale.
Rosyjski Dom w Warszawie od początku pełnoskalowej wojny również zdążył działać przez całe cztery lata. Jego działalność została „zawieszona” dopiero po skandalu, który wybuchł pod koniec 2025 roku. W murach tej instytucji rosyjski propagandysta wygłosił „wykład” o polskiej „rusofobii” oraz o „ścisłej współpracy” międzywojennej Polski z nazistowskimi Niemcami „na długo” przed paktem Ribbentrop–Mołotow.
Ponadto Rosyjski Dom w Warszawie opowiadał Polakom o tym, jak „poprawiło się” życie na ukraińskich terytoriach okupowanych przez Rosję, oraz proponował świętowanie przełamania przez Armię Czerwoną linii Mannerheima w 1940 roku.
Już po zawieszeniu działalności Rosyjskiego Domu redaktor „Wschodów” zauważył 9 maja propagandystę i wykładowcę Jewgienija Tkaczowa na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. On i inni uczestnicy prorosyjskiej akcji zamienili składanie kwiatów w propagandowe przedstawienie. Obowiązkowym elementem programu okazały się również antyukraińskie hasła.
Na swojej stronie na Facebooku Tkaczow regularnie publikuje po polsku antyukraińskie wpisy i usprawiedliwia rosyjską okupację Krymu oraz Donbasu. 22 czerwca 2026 roku, w poście poświęconym inwazji nazistowskich Niemiec na ZSRR w 1941 roku, wychwalał bohaterstwo garnizonu Twierdzy Brzeskiej, opatrując swój tekst sztampowym zdaniem: „Nikt nie jest zapomniany, nic nie jest zapomniane”. Jednocześnie propagandysta przemilczał, w jaki sposób Brześć i Twierdza Brzeska „znalazły się” w składzie ZSRR. Stało się to dwa lata wcześniej, gdy hitlerowskie Niemcy zajęły miasto, a następnie faktycznie przekazały je swojemu sojusznikowi. Znamienne, że wpisu o Twierdzy Brzeskiej Tkaczow nie odważył się przetłumaczyć na język polski.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
