
W Warszawie, Wrocławiu i Krakowie odbyła się akcja „Sąsiad sąsiadowi — sąsiad”. Zjednoczyła ona ludzi, którzy nie bali się publicznie stanąć na drodze fali nienawiści skierowanej przeciwko mieszkającym w Polsce Ukraińcom.
Redaktor magazynu „Wschody” uczestniczył w warszawskiej akcji, która odbyła się przed ambasadą Ukrainy. «Putin przysłał boty. My przyszliśmy osobiście» — głosiło hasło na pierwszym plakacie, który zobaczyłem.
Odzwierciedlało to główny sens akcji: za strumieniem agresywnych komentarzy i fałszywych informacji stoją przede wszystkim nie mieszkańcy Polski, lecz rosyjskie boty, których celem jest wzniecanie wrogości między Polakami i Ukraińcami. Na anonimową złość w internecie uczestnicy akcji zaproponowali prostą alternatywę — osobistą rozmowę, solidarność i normalne ludzkie sąsiedztwo. Według organizatorów społeczeństwo nie powinno pozwalać botom i politykom, którzy posługują się językiem nienawiści, określać atmosfery w kraju.
Wiec przed ambasadą Ukrainy zgromadził kilkudziesięciu uczestników, co według warszawskich standardów wygląda skromnie. Wpływ miała względna spontaniczność akcji oraz sezon urlopowy.
Inicjator akcji — białoruski działacz społeczny i dziennikarz Dmitrij Hałko zapowiedział Marsz Przyjaźni, który powinien odbyć się „w sierpniu, a być może nawet dopiero po zakończeniu urlopów, aby zebrać rzeczywiście dużą liczbę uczestników”.
— Istnieje realna potrzeba przeciwstawienia się armii cieni, która sieje w mediach społecznościowych strach i nienawiść, a następnie wychowani przez nią ludzie rzucają się na innych ludzi. Zmiany społeczne nie zachodzą same z siebie. Rodzą się dzięki wspólnym działaniom. Jeśli chcemy zmienić atmosferę w społeczeństwie, musimy wyjść ze swoich domów — napisał Hałko na swoim Facebooku.
Fotogaleria „Akcja «Sąsiad sąsiadowi sąsiad» w Warszawie”. Zdjęcia można przewijać jak strony w albumie:
Kontekst: akcja „Sąsiad sąsiadowi — sąsiad” odbyła się na tle kolejnej fali napięć w stosunkach polsko-ukraińskich, obserwowanej od końca maja 2026 roku. Ówczesna decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „imienia Bohaterów UPA” wywołała ostre oceny ze strony Polski, gdzie pamięć o UPA związana jest przede wszystkim z rzezią wołyńską — zakrojonymi na szeroką skalę czystkami etnicznymi polskiej ludności cywilnej w latach 1943–1944, których dokonywało najbardziej radykalne skrzydło ukraińskich nacjonalistów.
Prezydent Polski Karol Nawrocki oświadczył, że Zełenskiemu należy odebrać Order Orła Białego. Na te słowa z kolei ostro zareagował ukraiński establishment polityczny, którego część, stając po stronie Zełenskiego, zwróciła Polsce swoje odznaczenia. Później emocje na politycznym Olimpie osłabły, ale skandal już pomógł Moskwie wygrać kolejną rundę wojny informacyjnej.
Jak już informowały „Wschody”, Rosja celowo wykorzystuje temat Wołynia do podsycania wrogości między Polakami i Ukraińcami.
Opublikowany w czerwcu raport analityczny Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych oraz ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji jasno wskazuje, że Polska pozostaje jednym z kluczowych kierunków rosyjskich operacji FIMI (Foreign Information Manipulation and Interference — zagraniczne manipulowanie informacją i ingerencja).
Krótko przed Dniem Pamięci Ofiar Tragedii Wołyńskiej, obchodzonym w Polsce 11 lipca, FSB wrzuciła kolejną fałszywą informację o „dokumentalnych dowodach zbrodni UPA”, w której wspomniano między innymi o zabójstwie „11 księży”, niepotwierdzonym ani przez źródła ukraińskie, ani polskie.
Tego rodzaju wrzutki zazwyczaj nie wytrzymują fact-checkingu, ale spełniają swoje zadanie. Antyukraiński temat w Polsce jest wykorzystywany przez skrajnie prawicowych populistów, z których część od dawna jest podejrzewana o związki z rosyjskimi służbami specjalnymi.
Coraz częściej prowadzi to do realnych aktów agresji. Duży rezonans wywołał przypadek w mieście Bielsko-Biała, gdzie Polak posunął się do gróźb i zniewag pod adresem ukraińskich dziewczynek. Po rozpowszechnieniu nagrania w sieci napastnik został zatrzymany przez policję.
W Poznaniu aktywiści wspierający Grzegorza Brauna i Janusza Korwin-Mikkego próbowali „sprawdzić” biuro ukraińskiej firmy. Interesowało ich, czy właścicielka firmy popiera Banderę i dlaczego firma zbyt mało (według ich ocen) płaci za wynajem. Później w mediach społecznościowych rozpowszechniła się informacja, że jeden z aktywistów ma charakterystyczny pseudonim „Adolf”.
Redakcja „Wschodów” z kolei już niejednokrotnie odnotowywała na swojej stronie na Facebooku aktywność kont noszących wyraźne oznaki rosyjskiego pochodzenia. Wiele z nich pisze po polsku z charakterystycznymi błędami, używa tych samych agresywnych schematów i próbuje wzniecać nienawiść między Polakami i Ukraińcami.
Jednocześnie, wykorzystując temat rzezi wołyńskiej, prorosyjskie boty unikają tematu zbrodni katyńskiej — masowego wymordowania przez oprawców NKWD polskich jeńców w 1940 roku. Rosja zdemontowała płaskorzeźby przedstawiające polskie odznaczenia najpierw na cmentarzu-memoriale w Miednoje (gdzie znajdował się jeszcze jeden poligon egzekucyjny NKWD), a następnie — także w samym Katyniu.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”




















