
Skandal wokół „nieuzgodnionego” przekazania Ukrainie polskich rakiet przechwytujących Patriot stał się kolejnym przykładem tego, jak kwestia bezpieczeństwa może zostać wykorzystana w wewnętrznej walce politycznej. Niestety, taka debata ponownie odrywa się od szerszego kontekstu — od rzeczywistości, w której od wydarzeń na ukraińskim froncie zależy bezpieczeństwo całej Europy, w tym bezpieczeństwo Polski.
Informacje o przekazaniu części rakiet PAC-3 MSE — najnowocześniejszych pocisków wykorzystywanych w systemie Patriot — wywołały krytykę ze strony części polskiej sceny politycznej. Politycy PiS i Konfederacji argumentowali, że może to oznaczać osłabienie polskiej obrony: jeśli te rakiety są potrzebne Polsce, dlaczego przekazywać je Ukrainie?
Taka logika patrzy jednak na bezpieczeństwo zbyt wąsko — wyłącznie przez pryzmat liczby sztuk uzbrojenia znajdujących się we własnych magazynach. We współczesnej wojnie liczy się nie tylko to, ile rakiet posiada dane państwo, ale także gdzie są one wykorzystywane i jakie zagrożenia pozwalają powstrzymać.
Dziś Ukraina faktycznie jest wysuniętą linią europejskiej obrony powietrznej. Rosyjskie rakiety i drony niszczone przez ukraińskie systemy obrony powietrznej nad ukraińskim terytorium oznaczają wyeliminowanie zagrożenia nie tylko dla samej Ukrainy, ale również dla Polski i innych państw NATO.
Jest to szczególnie ważne teraz, gdy rosyjska kampania powietrznego terroru przeciwko Ukrainie osiągnęła kolejny szczyt.
Czerwiec 2026 roku stał się jednym z najbardziej śmiercionośnych miesięcy dla ludności cywilnej Ukrainy od początku pełnoskalowej inwazji. W tym okresie w wyniku rosyjskich ataków zginęło co najmniej 265 cywilów, a kolejnych 1816 osób zostało rannych — poinformowała zastępczyni sekretarza generalnego ONZ Rosemary DiCarlo.
Rosyjskie uderzenia w dzielnice mieszkalne i infrastrukturę cywilną ponownie pokazują, że dla Ukrainy każda rakieta przechwytująca może dziś oznaczać nie abstrakcyjną przewagę wojskową, lecz konkretne uratowane życia.
W tej sytuacji dodatkowe rakiety Patriot dla Ukrainy nie są symbolicznym gestem ani polityczną koncesją wobec Kijowa. To broń, która działa tam, gdzie jest obecnie najbardziej potrzebna. Systemy obrony powietrznej pozostające w magazynach w oczekiwaniu na hipotetyczny przyszły scenariusz zagrożenia nie chronią ludzi przed rosyjskimi rakietami, które są wystrzeliwane już dziś.
Oczywiście Polska musi dbać o własne zapasy uzbrojenia i zdolności obronne. Każda decyzja o przekazaniu krytycznie ważnych systemów powinna uwzględniać potrzeby Wojska Polskiego oraz plany uzupełnienia zasobów. Jednak przedstawianie każdej formy pomocy Ukrainie jako dowodu „rozbrajania” Polski oznacza pomijanie strategicznej rzeczywistości.
Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski nie jest dziś przekazanie Ukrainie ograniczonej liczby rakiet, lecz możliwość porażki ukraińskiej obrony. To właśnie osłabienie Ukrainy stworzyłoby Rosji warunki do dalszej presji na Europę, testowania jedności NATO i podważania bezpieczeństwa wschodniej flanki Sojuszu. Powstrzymywanie rosyjskiej agresji w Ukrainie jest jednym z elementów ochrony samej Polski.
Ta logika stopniowo staje się podstawą nowej europejskiej architektury bezpieczeństwa. Coraz więcej państw Europy odchodzi od zasady „każdy sam za siebie” i rozwija wspólne mechanizmy obrony powietrznej. Inicjatywy takie jak European Sky Shield Initiative pokazują, że bezpieczeństwo kontynentu nie może opierać się na oddzielnych, narodowych systemach działających niezależnie od siebie.
Zagrożenie ze strony Rosji nie zatrzyma się automatycznie na granicy jednego państwa. Dlatego również odpowiedź na nie nie może być wyłącznie narodowa. Im lepiej chronione jest ukraińskie niebo, tym mniejsze zagrożenie dla polskiego, słowackiego, rumuńskiego i całego europejskiego systemu bezpieczeństwa.
Premier Donald Tusk, odnosząc się do krytyki wokół przekazania rakiet Patriot Ukrainie, zwrócił uwagę nie tylko na konkretną sytuację, ale również na szersze rozumienie patriotyzmu.
„Pomoc Polski dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją była przedmiotem naszego politycznego i narodowego konsensusu. Można dyskutować o historii, wzajemnych relacjach, zastanawiać się w jakim zakresie pomagać uchodźcom, migrantom, tu w Polsce. Ale nie można w żaden sposób narażać na ryzyka naszej współpracy z Ukrainą w jej obronie przed napaścią rosyjską. Każda rakieta wystrzelona w Ukrainie, <…> która niszczy pociski, rakiety, drony, samoloty, agresora, to jest większe bezpieczeństwo Polski”, — powiedział Tusk.
W tym sporze istnieje również głębszy kontekst historyczny. Ponad sto lat temu Józef Piłsudski uważał, że niepodległa Ukraina może być jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa Polski. W czasie wojny polsko-bolszewickiej postrzegał rosyjski imperializm jako zagrożenie nie tylko dla Ukraińców, lecz także dla całej Europy Środkowej. Dlatego w 1920 roku wsparł ukraińską państwowość i wypowiedział słowa: „Niech żyje wolna Ukraina!”
Późniejsza formuła „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”, choć nie jest dosłownym cytatem Piłsudskiego, dobrze oddaje jego strategiczne myślenie.
Dziś okoliczności się zmieniły, ale podstawowa logika pozostała ta sama. Bezpieczeństwo Polski zależy nie tylko od tego, ile rakiet Patriot znajduje się na jej terytorium. Zależy również od tego, gdzie zatrzymywane są rosyjskie rakiety i drony.
Jeśli są niszczone na ukraińskim niebie — oznacza to mniej zagrożeń dla polskich miast, infrastruktury i obywateli.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
