
24 września w Jarosławiu 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem ludzi na terenie opactwa sióstr benedyktynek. Zginął ksiądz, a cztery kolejne osoby zostały ranne. Kilka godzin po tym, jak policja poinformowała o narodowości napastnika, sprawa stała się pretekstem do nowej fali antyukraińskich publikacji i fake newsów. Tymczasem śledztwo nie wykazało dotąd oznak motywu politycznego ani terrorystycznego.
Co się wydarzyło
Do ataku doszło rano 24 września na terenie opactwa w Jarosławiu przy ul. Benedyktyńskiej. Według prokuratury 31-letni Ihor M. wszedł na teren klasztoru, udał się do kuchni i zabrał stamtąd nóż. Następnie przeszedł w kierunku kościoła i zaatakował pięć osób — trzech księży i dwie osoby świeckie.
Jeden z księży, 67-letni Stanisław Zbojniewicz, zmarł w szpitalu. Cztery pozostałe osoby zostały ranne.
Według ustaleń śledztwa Ihor M. przyjechał do Polski w nocy z Niemiec. Początkowo kierował się w stronę polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Korczowej. Na granicy jego samochód nie został przepuszczony z powodu braku ważnego ubezpieczenia. Samochód został odholowany do Jarosławia, a mężczyzna udał się tam za nim. Następnie znalazł się w klasztorze.
Dlaczego udał się właśnie tam i dlaczego dokonał ataku, śledztwo dotąd nie ustaliło.
Co wiadomo o napastniku
Ihor M. opuścił Ukrainę w styczniu 2022 roku i przez ostatnie lata mieszkał w Niemczech. Według polskich mediów czeskie służby wcześniej zatrzymały go za nielegalne przekroczenie granicy i umieściły w swojej bazie jako osobę niepożądaną. W sierpniu 2026 roku figurował również w Niemczech w związku z incydentem z udziałem policjantów. Informacje strony niemieckiej na temat charakteru tego zdarzenia są na razie ograniczone.
Po zatrzymaniu Ihor M. nie został przesłuchany. Prokuratura poinformowała, że jego obecny stan nie pozwala na przeprowadzenie z nim czynności procesowych. Psychiatrzy stwierdzili u niego objawy choroby psychicznej w postaci ostrego zaburzenia psychotycznego o charakterze polimorficznym.
Stało się to podstawą do pojawienia się w mediach społecznościowych nowego fake newsa: że podejrzany został już uznany za niepoczytalnego, a w związku z tym śledztwo zostało umorzone. To nieprawda. Jak podkreśla Demagog, opinia dotyczy jego obecnego stanu i możliwości uczestniczenia w czynnościach procesowych. Kwestia jego poczytalności w chwili ataku nie została jeszcze rozstrzygnięta.
Dlatego na dziś można powiedzieć precyzyjnie: u podejrzanego stwierdzono ostre zaburzenie psychotyczne, ale związek przyczynowy między chorobą a atakiem, a także jego stan w chwili popełnienia przestępstwa, są nadal ustalane.
Tendencja czy pojedyncze przestępstwo?
Dotychczasowe dane nie dają podstaw do łączenia ataku w Jarosławiu z jakąkolwiek szerszą kampanią czy tendencją.
Ofiara śmiertelna i osoby ranne były przypadkowymi ofiarami. Narzędziem ataku był nóż kuchenny zabrany z terenu klasztoru. Śledztwo nie ustaliło dotąd motywu politycznego, religijnego ani terrorystycznego.
Dlatego sama narodowość podejrzanego nie mówi nic o przyczynach przestępstwa. W podobnej sytuacji na miejscu obywatela Ukrainy mógł znaleźć się obywatel dowolnego innego kraju.
Stanowisko Kościoła katolickiego
Reakcja polskiego Kościoła katolickiego była szczególnie jednoznaczna.
Prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak, zaapelował, aby nie dopuścić do tego, by przestępstwo stało się źródłem nienawiści wobec Ukraińców:
„Bądźmy za siebie nawzajem odpowiedzialni, bądźmy solidarni i budujmy jedność, bo jest ona szczególnie potrzebna właśnie tam, gdzie dzieje się zło i niesprawiedliwość”.
Jeszcze mocniej wypowiedział się ksiądz Adrian — jeden z poszkodowanych w ataku.
Podczas sobotniej Mszy powiedział:
„Chciałbym prosić was, abyście nie obwiniali narodu, z którego pochodzi przestępca”.
I dodał:
„Zło popełnił konkretny człowiek, który odpowiada za swoje czyny”.
Adrian powiedział również, że wybacza napastnikowi i prosi o modlitwę za niego:
„Zło, które się tutaj wydarzyło, musimy pokonać dobrem, miłością i przebaczeniem”.
Ksiądz przypomniał, że po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w opactwie przebywali Ukraińcy, którym Polacy udzielali pomocy, i wezwał do kontynuowania tego wsparcia.
29 września w Grzęsce odbył się pogrzeb zabitego księdza Stanisława Zbojniewicza. W uroczystości uczestniczyli krewni, mieszkańcy miasta i około stu księży.
Zełenski: „Obywatel Ukrainy dopuścił się straszliwej zbrodni”
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zareagował na atak tego samego dnia.
„W Opactwie Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu obywatel Ukrainy dopuścił się straszliwej zbrodni. Jesteśmy wstrząśnięci tym złem”.
Zełenski złożył kondolencje rodzinie zmarłego i życzył poszkodowanym powrotu do zdrowia.
„Sprawca tego zła musi ponieść pełną odpowiedzialność zgodnie z obowiązującym prawem”.
I dodał:
„Liczymy na szybkie i rzetelne wyjaśnienie wszystkich okoliczności”.
Strona ukraińska nie zakwestionowała więc faktu popełnienia przestępstwa ani nie próbowała wykorzystywać narodowości podejrzanego jako wyjaśnienia wydarzeń: Kijów bezpośrednio potępił atak i zażądał pociągnięcia sprawcy do odpowiedzialności.
Politycy w Polsce: od prawa i bezpieczeństwa po „import przestępczości”
Prezydent Karol Nawrocki w dniu ataku stwierdził, że państwo powinno działać szybko i zdecydowanie:
„W obliczu takich działań państwo musi być silne, działać szybko i konsekwentnie zapewniać przestrzeganie prawa”.
Nawrocki napisał również, że zasady i wartości polskiego społeczeństwa powinny być respektowane przez wszystkich przebywających w kraju.
Premier Donald Tusk oświadczył, że napastnik zostanie ukarany „z całą surowością polskiego prawa”.
Były premier Mateusz Morawiecki sformułował swoją reakcję inaczej:
„Oczekuję natychmiastowego i rzetelnego śledztwa oraz surowej kary dla Ukraińca, który dopuścił się tego bestialstwa”.
Na prawicy reakcja była znacznie ostrzejsza. Grzegorz Braun wykorzystał atak do promowania hasła:
„Polska nie może importować przestępczości”.
Inni politycy domagali się sprawdzenia okoliczności pobytu Ihora M. w Polsce oraz jego kontaktów z zagranicznymi służbami.
Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak również powiedział:
„Zastanawiamy się, czy nie ma jakiegoś drugiego dna”.
Nie przedstawił jednak dowodów na istnienie takiego „drugiego dna”. Motyw ataku pozostawał nieznany.
Co wydarzyło się w polskim internecie
Najbardziej charakterystyczna reakcja pojawiła się po tym, jak policja poinformowała o narodowości napastnika.
System analizy mediów społecznościowych Anubis odnotował gwałtowny wzrost liczby wypowiedzi na temat Ukrainy właśnie po informacji policji, że napastnik jest Ukraińcem. Już o godz. 13 temat ataku w Jarosławiu stanowił 35,6% wszystkich wypowiedzi na temat Ukrainy w analizowanym strumieniu informacyjnym. Wśród reakcji dominowały gniew i oburzenie — 31,9%, ironia i kpina — 29%, pogarda i obelgi — 21,7%, a podejrzenia o ukrywanie informacji — 12,9%.
Jednocześnie zaczęło się rozpowszechniać kilka typowych narracji.
„Ukraińcy są w Polsce chronieni”.
Jednym z najbardziej popularnych był post ze zdjęciem zatrzymanego bez kajdanek. Na tej podstawie wyciągano wniosek, że polska policja rzekomo traktuje Ukraińców łagodniej niż Polaków.
NASK uznał to za fałszywą informację. Okoliczności stosowania kajdanek zależą od zachowania zatrzymanego, ryzyka ucieczki, stanu zdrowia i innych czynników. Narodowość człowieka nie jest podstawą do zastosowania lub niezastosowania tego środka.
„Polskie media ukrywają przestępstwa Ukraińców”.
W mediach społecznościowych rozpowszechniano twierdzenia, że polskie media rzekomo starają się nie informować o przestępstwach popełnianych przez obywateli Ukrainy. NASK również odnotował tę narrację jako element kampanii wokół wydarzeń w Jarosławiu. Według ekspertów jednocześnie podsyca ona niechęć do Ukraińców i podważa zaufanie do polskich instytucji państwowych i mediów.
„Druga Wołyń”.
W komentarzach i publikacjach współczesne przestępstwo zaczęto łączyć z tragedią wołyńską. Pojawiły się twierdzenia, że obecność Ukraińców w Polsce może rzekomo doprowadzić do powtórzenia historycznej przemocy.
W ten sposób zabójstwo konkretnego człowieka stało się pretekstem do przeniesienia odpowiedzialności z podejrzanego na całą grupę narodową.
A czy była to rosyjska prowokacja?
Taki wariant rzeczywiście logicznie należałoby sprawdzić: Rosja prowadzi przeciwko Polsce i Ukrainie szeroko zakrojone operacje informacyjne, a temat Ukraińców od dawna jest wykorzystywany przez rosyjską propagandę do podsycania konfliktów między Polakami a Ukraińcami.
Ale na dzień dzisiejszy nie ma opublikowanych danych pozwalających twierdzić, że atak w Jarosławiu był rosyjską prowokacją albo że został przez kogokolwiek zorganizowany.
Jest przestępstwo. Jest zatrzymany. Są informacje o jego wcześniejszych problemach z prawem w innych krajach. Jest potwierdzone przez biegłych ostre zaburzenie psychotyczne. Motyw pozostaje nieustalony.
I jest już realna reakcja informacyjna na to przestępstwo — w tym fake newsy i próby przedstawiania czynu jednego człowieka jako dowodu na zagrożenie ze strony całego narodu.
Polskie władze i służby nadal prowadzą śledztwo. Na razie najostrożniejsze sformułowanie pozostaje najtrafniejsze: Jarosław stał się miejscem straszliwego, pojedynczego przestępstwa popełnionego przez człowieka, którego stan psychiczny obecnie nie pozwala nawet na przeprowadzenie pełnego przesłuchania. Dlaczego to zrobił — śledztwo jeszcze nie ustaliło.
A cała reszta pozostaje na razie kwestią wersji, przypuszczeń lub manipulacji informacyjnych, a nie ustalonych faktów.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
