
Jedna z najbardziej bolesnych kart polskiej historii – masowe mordy na Polakach na Wołyniu w 1943 roku – wciąż pozostaje wygodnym narzędziem w rękach tych, którzy nie chcą, by Polska i Ukraina szły naprzód ramię w ramię. Stary, już mocno zużyty narracyjny szablon „Ukraina całkowicie blokuje ekshumacje” powoli odchodzi do lamusa. Na jego miejsce wchodzi nowy, bardziej elastyczny i podstępny: Ukraina rzekomo „kontroluje” cały proces, „stawia warunki polityczne” i zamienia sprawę humanitarną w przedmiot targów.
Ta wersja szczególnie intensywnie wybrzmiewała w marcu i kwietniu 2026 roku, w obliczu pierwszych konkretnych efektów wspólnych prac poszukiwawczych.
Ten zwrot w narracji odzwierciedla niepokój sił, dla których jakiekolwiek polsko-ukraińskie zbliżenie w kwestiach historycznych stanowi bezpośrednie zagrożenie. Rosja, prowadząca agresywną wojnę przeciwko Ukrainie, doskonale rozumie: jeśli dwóm sąsiednim narodom uda się choćby częściowo zdjąć z agendy jeden z najcięższych rozdziałów przeszłości, jej tradycyjna strategia „dziel i rządź” w Europie Środkowo-Wschodniej straci znaczną część skuteczności.
Dlatego nawet skromny, lecz realny postęp w sprawie ekshumacji wywołuje tak nerwową i dobrze skoordynowaną reakcję. W niniejszym tekście przeanalizujemy, w jaki sposób rosyjski narracyjny dezinformacyjny przekształcił się wiosną 2026 roku i dlaczego warto zwracać na to baczną uwagę.
Przełom, na który czekano dekadami
Przez wiele lat po 2017 roku temat ekshumacji pozostawał zamrożony. Faktyczne moratorium ze strony Ukrainy nie dawało nadziei na pozytywne rozwiązanie tej kwestii. Przełom nastąpił pod koniec 2024 i na początku 2025 roku.
W grudniu 2025 roku pełną parą ruszyła dwustronna grupa robocza. Ukraina wydała niezbędne zezwolenia dla zespołów poszukiwawczych. W styczniu 2026 roku minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha wyraźnie oświadczył:
„Nie może być, nie powinno być i nie będzie żadnych przeszkód w ekshumacjach na Wołyniu”.
Podkreślił, że Warszawa i Kijów osiągnęły już „znaczący postęp” w rozwiązywaniu trudnych kwestii historycznych. Podobne stanowisko zajmował także prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który osobiście upoważnił Ministerstwo Kultury do wspierania tych procesów.
Pierwszy etap prac rozpoczął się 23 marca 2026 roku w Ugłach i trwał do 27 marca. Polską stronę reprezentował interdyscyplinarny zespół pod kierownictwem profesora Andrzeja Ossowskiego z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, stronę ukraińską – licencjonowana firma komunalna „Dola” (przedsiębiorstwo Lwowskiej Rady Obwodowej). Finansowanie zapewniło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.
W kwietniu pałeczkę przejęły Ostrówki i Wola Ostrowiecka. Od 20 kwietnia 2026 roku wznowiono tam prace, kontynuujące misję zapoczątkowaną jeszcze w 1992 roku. Instytut Pamięci Narodowej oraz jego ukraińscy partnerzy (m.in. „Wołyńskie Starożytności” i „Dola”) prowadzą systematyczne działania poszukiwawcze. Te lokalizacje mają szczególne znaczenie symboliczne – to miejsca, w których w sierpniu 1943 roku zginęły setki Polaków.
Dla polskiej strony jest to kwestia elementarnej ludzkiej godności: możliwości odnalezienia, identyfikacji i godnego pochówku szczątków przodków. Każdy odnaleziony fragment to przywrócenie imienia i zamknięcie jednej z najgłębszych ran w polskiej pamięci historycznej.
Rosyjska reakcja: gdy nawet prawda drażni
Właśnie ten skromny, lecz rzeczywisty postęp wywołał u Rosji ostrą reakcję. W kwietniowym raporcie The Henry Jackson Society „Russian Disinformation About Ukraine: How the Kremlin Targets NATO Countries with Lies” wyraźnie odnotowano, jak stary kremlowski narracyjny o rzekomym całkowitym wstrzymaniu przez Ukrainę ekshumacji polskich ofiar dostosowuje się do nowych realiów.
Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę: jeśli Polacy i Ukraińcy zaczną wspólnie, krok po kroku, ustalać fakty tego, co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 roku, jeden z najskuteczniejszych narzędzi „dziel i rządź” w regionie straci siłę. Dopóki między Warszawą a Kijowem utrzymuje się napięcie na gruncie historycznym, łatwiej siać nieufność.
Nowa wersja starego kłamstwa: od „blokady” do „ukraińskiej kontroli”
W marcu–kwietniu 2026 roku w polskojęzycznym i rosyjskojęzycznym segmencie platformy X szczególnie aktywnie działały konta rozpowszechniające niemal identyczne, kopiuj-wklej tezy. Twierdzono, że strona ukraińska rzekomo „całkowicie kontroluje” proces, „stawia warunki polityczne”, a prowadzenie prac jest możliwe jedynie „w zamian” za jakieś ustępstwa dotyczące pomników lub narracji.
Charakterystycznym przykładem są powtarzające się wpisy konta @Jan34733995 oraz zbliżonych profili. Teksty były tak podobne w sformułowaniach, że raport Henry Jackson Society kwalifikuje je jako element skoordynowanej kampanii.
26.03.2026 r. – Ukraina. Trwają pochówki. Rozpoczęły się ekshumacje Polaków ze wsi Ugły, ale będą patrzeć nam na ręce. Jednym z warunków dokonania ekshumacji jest postawienie na terytorium Polski pomników ukraińskim ludobójcom! Już my wam, swołoczy jedna, wybudujemy!
20.04.2026 r. – Ukraina. Zakończyły się prace poszukiwawcze Polaków ze wsi Ugły – Ukraińcy patrzyli nam na ręce. Jednym z warunków dokonania ekshumacji jest postawienie na terytorium Polski pomników ukraińskim ludobójcom! Już my wam, swołoczy jedna, wybudujemy!
Tymczasem w poważnych polskich mediach – Onet, WP.pl, Dzieje.pl, materiałach PAP czy oświadczeniach IPN – podobnych oskarżeń o „ukraiński dyktat” czy nowe „warunki dotyczące pomników” w tym okresie praktycznie nie spotykamy. Dominujący ton publikacji to informowanie o przebiegu rzeczywistych prac, ich kontynuacji i znaczeniu dla pamięci ofiar.
To ważny marker: główny impet dezinformacji nie jest skierowany na szeroką polską opinię publiczną poprzez media głównego nurtu, lecz w bardziej niszowe, emocjonalnie naładowane środowiska, w których historyczna trauma jest szczególnie dotkliwie odczuwana.

Fact-checking bez złudzeń: czego naprawdę domaga się strona ukraińska?
Obiektywna analiza sytuacji z wiosny 2026 roku pokazuje brak nowych politycznych „warunków” ze strony Ukrainy.
Prace w Ugłach, a następnie etap w Ostrońkach i Woli Ostrowieckiej, były prowadzone na podstawie zezwoleń wydanych przez Ministerstwo Kultury Ukrainy jeszcze w 2025 roku, w ramach ustaleń dwustronnej grupy roboczej. Udział ukraińskiej licencjonowanej firmy („Dola” i inne) nie jest specjalnym wynalazkiem przeciwko Polsce, lecz wymogiem ukraińskiego prawa, które stosuje się do wszystkich podobnych prac na terytorium tego kraju.
Ani w oficjalnych oświadczeniach, ani w komunikatach Ministerstwa Kultury Ukrainy, ani w komunikacji Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej wiosną 2026 roku nie ma żadnych wzmianek o „pomnikach w zamian” czy innych politycznych precondition. Przeciwnie – podkreśla się wspólny charakter ekspedycji i cel: ustalenie historycznej prawdy.
Poprzednie opóźnienia i odmowy w poszczególnych wnioskach (szczególnie widoczne w 2025 roku) należą już do przeszłości. Do wiosny 2026 roku mechanizm zaczął działać: zezwolenia wydane, specjaliści na miejscu, prace trwają. Standardowa procedura biurokratyczna i prawna jest świadomie przedstawiana jako dowód „wrogości”. To klasyczna technika manipulacji – utrzymanie ogólnego negatywnego klimatu nawet wówczas, gdy konkretne fakty mu przeczą.
Dlaczego to ważne właśnie teraz
Takie wrzutki informacyjne działają na długoterminowe osłabianie zaufania między polskim a ukraińskim społeczeństwami. W warunkach, gdy Rosja kontynuuje wojnę na pełną skalę przeciwko Ukrainie, a Polska pozostaje jednym z filarów wsparcia Kijowa w UE i NATO, każde sztuczne podsycanie historycznych sprzeczności gra wyłącznie na korzyść Moskwy.
Dla polskiej strony jest to także kwestia wewnętrznej spójności. Permanentne podgrzewanie tezy „Ukraina znowu oszukuje” odwraca uwagę od rzeczywistych wyzwań bezpieczeństwa wschodniej flanki i pozwala siłom destrukcyjnym zbierać punkty na bolesnych emocjach.
Krok, którego Kreml nie może wybaczyć
Wznowienie wspólnych prac poszukiwawczych na Wołyniu to test cywilizacyjnej dojrzałości dwóch sąsiednich narodów, zdolnych – mimo całego ciężaru przeszłości – szukać prawdy wspólnie.
Przyszłość współpracy zależy od konsekwencji obu stron. Proces nie będzie łatwy ani szybki. Jednak początek, który dała wiosna 2026 roku, pokazuje, że ta droga jest możliwa. I właśnie dlatego próby jej otrucia będą trwały nadal.
