
Warszawa krzyczy „Stop Mercosur”, a nie „precz z Ukrainą”.
W mojej poprzedniej publikacji „Globalizacja na talerzu: etyczne dylematy polskiego rolnictwa” pisałem o tym, jak globalne łańcuchy dostaw i unijne regulacje stawiają pod znakiem zapytania nie tylko opłacalność produkcji rolnej, lecz także moralne fundamenty naszego stosunku do żywności – jej pochodzenia, jakości i ceny, jaką płaci za nią całe społeczeństwo. Dzisiaj, zaledwie kilka dni po wielkim marszu rolników w Warszawie 9 stycznia 2026 roku, ten temat nabiera jeszcze większej ostrości.
Tysiące ciągników blokujących ulice, transparenty, hasła w rodzaju „Warszawa jest dziś rolnicza!” – to nie był zwykły protest przeciwko jednej umowie handlowej. To był krzyk o przetrwanie modelu rolnictwa rodzinnego, który przez dziesięciolecia stanowił kręgosłup polskiej wsi.
Co charakterystyczne, w centrum tego sporu nie stoją Ukraińcy jako grupa społeczna ani napływ ukraińskiego zboża – choć ten motyw wciąż od czasu do czasu powraca w debacie publicznej. Kluczowym przedmiotem gniewu pozostają unijne reguły handlowe i agrarne, a przede wszystkim umowa z Mercosur, która grozi zalaniem europejskiego rynku tanią wołowiną, cukrem i drobiem z Ameryki Południowej. Próby przerzucania odpowiedzialności na Ukrainę należy traktować jako klasyczne odwracanie uwagi – mechanizm, który ma ukryć systemowe problemy Brukseli. Polski rząd, mimo krytyki ze strony części protestujących, zajął w tej sprawie stanowisko słuszne i konsekwentne: sprzeciwia się umowie w obecnym kształcie, prowadzi dialog z rolnikami i poszukuje realnych rozwiązań ochronnych. Właśnie ta postawa – umiejętnie balansująca między europejską solidarnością a narodową racją stanu – pozwala Polsce zachować wiarygodność w trudnych czasach.
Ekonomiczny labirynt: jak reguły UE duszą polskie gospodarstwa
Liczby nie kłamią. Umowa UE–Mercosur, negocjowana od ćwierć wieku, ma otworzyć unijny rynek na produkty rolne z Brazylii, Argentyny, Paragwaju i Urugwaju – bez ceł lub przy bardzo niskich stawkach. Dla polskiego rolnika oznacza to realne zagrożenie: tańsza wołowina i drób, produkowane przy znacznie niższych standardach środowiskowych, dobrostanowych i sanitarnych, mogą obniżyć ceny skupu nawet o kilkanaście–kilkadziesiąt procent. Dochody wielu gospodarstw już teraz spadły o 15–20% w porównaniu z okresem przed pandemią i wojną, podczas gdy koszty produkcji rosną w tempie bezprecedensowym – nawozy, energia, praca.
Protestujący z NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych i innych organizacji mają rację, gdy powtarzają: „Nie domagamy się przywilejów. Domagamy się uczciwych zasad, ochrony rynku i poszanowania naszej pracy”. To nie jest spór o konkurencję z Ukrainą – ta kwestia została w dużej mierze uregulowana przez DCFTA i tymczasowe mechanizmy ochronne wprowadzone po 2022 roku. Dzisiaj rolnicy protestują przeciwko Mercosur, bo widzą w nim powtórkę schematu: unijne gwarancje, które w praktyce okazują się iluzoryczne.
Jak zauważył jeden z liderów protestu, Adrian Wawrzyniak: „Tak było chociażby z napływem produktów rolnych z Ukrainy” – ale to jedynie przykład, nie główna przyczyna dzisiejszego gniewu. Rzeczywisty problem tkwi w asymetrii: polski i europejski rolnik płaci pełną cenę Zielonego Ładu, norm dobrostanu zwierząt i ograniczeń pestycydów, podczas gdy import z Mercosur przychodzi bez tych obciążeń. To nie globalizacja jest zła sama w sobie – to jej niesprawiedliwa, asymetryczna architektura.
Historyczne echa: od oporu wobec centralizacji do dzisiejszych barykad
Patrząc głębiej, trudno nie dostrzec wyraźnych paralel historycznych. W latach 80. XX wieku polscy rolnicy – w ramach „Solidarności” Rolników Indywidualnych – walczyli przeciwko centralnemu planowaniu i przymusowej kolektywizacji. Dzisiaj walczą przeciwko innej formie centralizacji: biurokratycznej machinie Brukseli, która narzuca reguły bez wystarczającego uwzględnienia realiów peryferyjnych gospodarek, takich jak polska. Wtedy Kreml oskarżał Zachód o imperializm; dzisiaj niektóre narracje próbują przerzucić winę na Ukrainę lub „wschodnich migrantów”, by rozbić społeczną jedność. To klasyczny mechanizm „dziel i rządź” – tyle że stosowany w demokratycznym kontekście.
Protest 9 stycznia nie miał charakteru antyukraińskiego. Dominowały hasła o Mercosur, ochronie rynku, godności pracy. Delegacja rolników spotkała się z prezydentem Karolem Nawrockim, który wyraził zrozumienie i wsparcie, a minister rolnictwa Stefan Krajewski potwierdził: „Polska sprzeciwia się umowie UE–Mercosur w jej obecnym kształcie i konsekwentnie będzie głosować przeciwko niej na forum Unii Europejskiej”. Ta postawa nie jest słabością – jest dowodem siły. Pokazuje, że Polska potrafi skutecznie bronić własnych interesów w Unii, nie rezygnując jednocześnie z solidarności z Ukrainą w obliczu rosyjskiej agresji.
Geopolityczny wymiar: Polska na rozdrożu
Za ekonomicznymi protestami kryje się coś znacznie poważniejszego. Umowa z Mercosur pośrednio zasila rosyjską gospodarkę wojenną: Brazylia importuje miliony ton rosyjskich nawozów, co realnie wspiera Kreml. Jak trafnie zauważył były premier Mateusz Morawiecki, jest to „pośrednie finansowanie Putina”. W tym kontekście wszelkie próby rozniecania antyukraińskich nastrojów wśród rolników – choć w styczniowym proteście były marginalne – stają się szczególnie niebezpieczne. Osłabiają one front solidarności, na którym Polska odgrywa kluczową, strategiczną rolę.
Nie sposób nie zadać fundamentalnego pytania: czy Europa wreszcie nauczy się słuchać swoich peryferii? Czy Bruksela zrozumie, że Zielony Ład i wielkie umowy handlowe nie mogą być narzucane kosztem tych, którzy na co dzień produkują żywność dla kontynentu?
Zakończenie: Droga do zrównoważonej globalizacji
Protesty z 9 stycznia 2026 roku nie zamknęły dyskusji – przeciwnie, otworzyły ją na nowo i głębiej. Polska, dzięki zdecydowanej i wyważonej postawie rządu oraz prezydenta Karola Nawrockiego, ma realną szansę stać się liderem koniecznych reform: domagać się skutecznych klauzul ochronnych w Mercosur, wzmocnić kontrole graniczne, inwestować w ekoschematy i infrastrukturę wiejską. Jeśli uda się zbudować szeroką koalicję z Francją, Irlandią, Węgrami i Włochami – jak zapowiada minister Krajewski – szanse na realną zmianę są poważne.
W przeciwnym razie polska wieś zapłaci najwyższą cenę za globalizację, która obiecuje dobrobyt, a w praktyce przynosi nowe nierówności. Polska ma jednak szansę pokazać coś więcej: że współczesna demokracja potrafi usłyszeć gniew własnych obywateli, nie ulegając przy tym manipulacjom i nie tracąc moralnego kompasu. To już nie tylko sprawa rolnictwa – to sprawa naszej zbiorowej godności i przyszłości.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
