
W kampanii prezydenckiej 2025 roku Grzegorz Braun uczynił z tezy o „rozbrajaniu Polski” poprzez pomoc wojskową dla Ukrainy jeden z filarów swojej retoryki. Hasło to, choć pozostaje na peryferiach głównego dyskursu politycznego, rezonuje z częścią społeczeństwa zmęczonego przedłużającą się wojną, rosnącymi cenami energii i poczuciem, że Polska ponosi nieproporcjonalnie wysoką cenę. Rzeczywistość początku 2026 roku rysuje jednak zupełnie inny obraz.
Wizyta premiera Donalda Tuska w Kijowie 5 lutego, podpisanie listu intencyjnego w sprawie wspólnej produkcji uzbrojenia i amunicji, marcowa wizyta ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza w zakładach MESKO oraz kolejne deklaracje o strategicznym partnerstwie pokazują wyraźny zwrot: wsparcie dla Ukrainy przestaje być jednostronną pomocą humanitarną i militarną, a staje się sojuszem technologicznym, obustronnie korzystnym i głęboko osadzonym w polskim interesie narodowym.
Wojna, którą obserwujemy od 2022 roku, nie jest już starciem pancerno-artyleryjskim w klasycznym rozumieniu. Decydują o niej tanie, masowo produkowane drony, połączone z systemami walki radioelektronicznej, precyzyjnymi systemami antydronowymi i niskokosztową obroną powietrzną o dalekim zasięgu. Państwa, które tę zmianę zlekceważą, skazują się na strategiczną bezbronność. Ukraina, która przez ponad cztery lata odpierała tysiące ataków irańskich Shahedów (w rosyjskiej nomenklaturze Geran-2), przeszła drogę od beneficjenta pomocy do jednego z najbardziej doświadczonych partnerów technologicznych na świecie. Rząd Donalda Tuska świadomie wybiera właśnie tę drogę – nie z sentymentu, lecz z chłodnego rachunku pragmatyzmu, który wzmacnia bezpieczeństwo Polski na wschodniej flance NATO.
Od Shahedów nad Dnieprem po incydenty nad Bugiem
Przełom w naturze współczesnego konfliktu zbrojnego dokonał się na naszych oczach. Czołgi i haubice, choć wciąż istotne, utraciły monopol na rozstrzyganie bitew. Klucz do przewagi leży dziś w asymetrycznej, niskokosztowej wojnie bezzałogowej – w setkach tysięcy dronów FPV, w zagłuszaniu sygnałów, w systemach laserowego i kinetycznego zwalczania bezzałogowców. Irańskie Shahedy stały się symbolem tej nowej ery: tanie (koszt jednostkowy rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów), produkowane masowo, zdolne paraliżować infrastrukturę krytyczną i zmuszać obrońców do gigantycznych nakładów na obronę.
Doświadczenie ukraińskie w zwalczaniu tych zagrożeń jest dziś jednym z najcenniejszych aktywów na rynku obronnym. Według doniesień z początku 2026 roku Kijów deklaruje gotowość do dzielenia się wiedzą z państwami Zatoki Perskiej, osiągając w wybranych operacjach skuteczność przechwycenia sięgającą nawet 70 procent. Polska nie może udawać, że ta rzeczywistość jej nie dotyczy. Incydenty z rosyjskimi dronami (w tym typu Gerbera) nad terytorium polskim we wrześniu 2025 roku oraz kolejne naruszenia wschodniej granicy w 2026 roku pokazały, że przestrzeń powietrzna wschodniej flanki NATO pozostaje podatna na prowokacje i testy rosyjskich zdolności.
Dlatego słowa ministra Kosiniaka-Kamysza wypowiedziane 6 marca 2026 roku w MESKO nabierają rangi deklaracji strategicznej:
„Systemy dronowe, antydronowe, daleki, precyzyjny zasięg obrony powietrznej – to są absolutnie nasze priorytety. Ukraina ma bardzo duże doświadczenia. Jeżeli coś możemy wynieść z wojny, która trwa od czterech lat, to właśnie doświadczenie ukraińskiej armii w przeciwdziałaniu dronom”
Te słowa nie są jedynie retoryką – stoją za nimi program SAN, polski udział w europejskim instrumencie SAFE oraz przyspieszona modernizacja obrony powietrznej.
Ukraińskie know-how jako atut europejskiej obronności
Przez cztery lata pełnoskalowej inwazji Ukraina stała się jednym z globalnych liderów w dziedzinie dronów FPV, systemów walki elektronicznej i kompleksów antydronowych. Co miesiąc z taśm produkcyjnych schodzą setki tysięcy bezzałogowców, a technologie są nieustannie doskonalone w warunkach rzeczywistego, masowego ostrzału. To doświadczenie nie jest książkowe – okupione zostało tysiącami istnień ludzkich, zrujnowanymi miastami i sparaliżowaną energetyką.
Przeniesienie części ukraińskiej produkcji (dronów, komponentów rakietowych) na terytorium Polski nie jest aktem desperacji, lecz świadomą decyzją strategiczną. Zapewnia bezpieczeństwo zakładom produkcyjnym, otwiera drogę do wspólnych projektów badawczo-rozwojowych i pozwala na wymianę wiedzy w warunkach chronionych przed bezpośrednim ostrzałem. Kontrargument wobec populistycznych tez o „rozbrajaniu armii” jest prosty i brutalnie logiczny: pomoc militarna, której Polska udzieliła Ukrainie, zwraca się dziś w postaci rozwiązań sprawdzonych w warunkach rzeczywistych, masowych ataków – rozwiązań, które samodzielnie Polska opracowywałaby latami i ogromnym kosztem.
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ujął to w styczniu 2026 roku z charakterystyczną dosadnością:
„Pomogliśmy [Ukrainie] kupić amerykańską broń. Teraz przenoszą do nas część swojego przemysłu zbrojeniowego”
Premier Tusk podczas lutowej wizyty w Kijowie dodał:
„Nasza pomoc, nasze inwestycje, nasze wsparcie jeśli chodzi o amunicję, sprzęt – to jest inwestycja także w nasze bezpieczeństwo”
Obie wypowiedzi oddają sedno: współpraca nie osłabia jednej strony kosztem drugiej – buduje obie.
Trzy wymiary polskiego zysku
Sojusz technologiczny z Ukrainą przynosi Polsce konkretne korzyści w trzech kluczowych obszarach.
Po pierwsze – wymiar militarny. Program rozwoju Wojska Polskiego na lata 2025–2039 stawia „dronizację” sił zbrojnych w samym centrum modernizacji. Dostęp do ukraińskich rozwiązań przyspiesza budowę skutecznych systemów antydronowych, pozwala na ich integrację z narodową obroną powietrzną i znacząco wzmacnia wschodnią flankę Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Po drugie – wymiar gospodarczy. Wspólne projekty generują nowe miejsca pracy w polskim przemyśle obronnym, umożliwiają transfer technologii i otwierają polskim firmom drzwi do unijnych programów takich jak SAFE. To nie koszt, lecz inwestycja w konkurencyjność i innowacyjność sektora, który w najbliższych latach będzie jednym z najdynamiczniejszych w Europie.
Po trzecie – wymiar geopolityczny. Polska umacnia swoją pozycję lidera w Unii Europejskiej w kwestii wsparcia Ukrainy, dowodząc, że solidarność może być jednocześnie idealistyczna i wybitnie pragmatyczna. Jak podkreślił minister Kosiniak-Kamysz w marcu 2026 roku:
„Priorytetem dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej jest nawiązanie w tym zakresie współpracy z Ukrainą”
Strategiczny i moralny imperatyw
W świecie, w którym reżimy autorytarne traktują drony jako narzędzie masowego terroru, szantażu i paraliżu społeczeństw, ignorowanie ukraińskiego doświadczenia byłoby formą dobrowolnego samookaleczenia. Rząd Donalda Tuska wybiera drogę dojrzałą: od jednostronnej pomocy do równoprawnego sojuszu technologicznego. To nie gest miłosierdzia, lecz konieczność – zarówno strategiczna, jak i moralna.
Jeśli partnerstwo zostanie konsekwentnie pogłębione, Polska ma realną szansę stać się jednym z liderów europejskiej obrony bezzałogowej i antydronowej – dziedziny, która zdecyduje o bezpieczeństwie kontynentu w najbliższych dekadach. W obliczu wspólnego zagrożenia wzajemna solidarność pozostaje jedynym rozsądnym wyborem – nie dlatego, że jest szlachetna, lecz dlatego, że wolne społeczeństwa inaczej nie przetrwają.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
