
W ostatnim czasie botofermy nasiliły antyukraińską dezinformację, celowo uderzając w najczulszy punkt polskiego społeczeństwa – dzieci i szkoły. Fałszywe narracje o „ukraińskiej indoktrynacji” i „przymuszaniu polskich uczniów” wywołują panikę wśród rodziców. Dezinformacja atakuje edukację i przyszłość – mechanizmy paniki, ksenofobiczne wrzutki i moralny imperatyw reakcji państwa.
Wyobraź sobie: wieczorem przewijasz Facebooka, a nagle pojawia się post, który uderza w najczulsze struny – w szkole twojego dziecka wprowadzają nowe zasady, które rzekomo zagrażają jego prywatności. Udostępniasz, komentujesz, i w ciągu minut narasta fala oburzenia. To nie fikcja – to codzienność Polski w 2026 roku, gdzie dezinformacja dotycząca dzieci i edukacji sieje chaos.
W 2024 roku Polska odnotowała rekordowy wzrost cyberzagrożeń, w tym dezinformacji: liczba incydentów wzrosła o 29 proc., a zgłoszeń przekroczyła 600 tysięcy – wynika z raportu CERT Polska. Te ataki celowo uderzają w najwrażliwsze punkty społeczeństwa – edukację i dzieci – tematy bliskie każdemu rodzicowi, podważające poczucie bezpieczeństwa.
Mechanizmy fal hejtu
Dezinformacja w mediach społecznościowych działa jak wirus: algorytmy platform takich jak Facebook, TikTok i X promują treści silnie emocjonalne, zwłaszcza te dotyczące dzieci, bo właśnie one generują najwięcej interakcji. Jeden alarmujący post o zagrożeniu w szkole może w ciągu godzin zebrać tysiące udostępnień, tworząc echo chamber, w którym nienawiść narasta bez żadnej weryfikacji. Według danych European Digital Media Observatory (EDMO) z maja 2024 roku dezinformacja związana z Unią Europejską (w tym z tematami społecznymi, takimi jak edukacja) stanowiła do 15 proc. całego wolumenu, a Polska znalazła się w strefie wysokiego ryzyka.
Skutki są konkretne i bolesne: rodzice zasypują szkoły mailami, niektórzy bojkotują zajęcia, nauczyciele znajdują się pod presją. To prowadzi do realnych zakłóceń w procesie edukacyjnym – na przykład do spadku frekwencji na lekcjach online z obawy przed „inwigilacją”. Szczególnie groźne są tu ksenofobskie fake newsy, w tym antyukraińskie: fałszywe narracje o „specjalnych zasadach dla ukraińskich dzieci” w szkołach czy o „przymuszaniu polskich dzieci” do obcych rytuałów wywołują fale nienawiści skierowane przeciwko integracji w klasach. Takie wrzutki cynicznie wykorzystują rodzicielski strach o „swoje” dziecko, pogłębiając polaryzację i wywierając presję na nauczycieli, co w efekcie utrudnia normalne funkcjonowanie szkół w wielokulturowym środowisku.
Od viralowej paniki do ujawnionej prawdy
Aby pokazać skalę zjawiska, przyjrzyjmy się trzem przypadkom z lat 2025–2026 – każdy inny tematycznie: od cyfrowego bezpieczeństwa, przez zdrowie publiczne, po ksenofobię. Każdy z nich ilustruje ten sam mechanizm: nagły wylot fałszywej informacji, fala paniki i – po jakimś czasie – demaskacja przez fact-checkerów.
Pierwszy – dezinformacja wokół „weryfikacji wieku” w ramach Digital Services Act (DSA). Od czerwca 2025 do stycznia 2026 w mediach społecznościowych krążyły alarmujące wpisy: „Od lipca bez specjalnej aplikacji nie wejdziesz do internetu!”, „To inwigilacja dzieci!” albo „Cyfrowy kaganiec dla najmłodszych”. Twierdzono, że DSA wprowadza totalną kontrolę nad dostępem do sieci, w tym do platform edukacyjnych. To wywołało poważne dyskusje wśród rodziców o zagrożeniu prywatności w szkołach. Szybko jednak okazało się to klasycznym zniekształceniem rzeczywistości: aplikacja jest rozwiązaniem tymczasowym, dotyczy wyłącznie stron z treściami dla dorosłych, a pełny unijny portfel cyfrowy (EU digital wallet) wejdzie dopiero w 2026 roku – nie ma mowy o zakazie dostępu do internetu.
Jak to wpływa na użytkowników? Fałszywe alarmy zniekształcają postrzeganie edukacji cyfrowej: rodzice zaczynają unikać narzędzi online, co spowalnia rozwój kompetencji cyfrowych u dzieci i pogłębia cyfrowy rozdźwięk pokoleniowy.
Drugi przykład – powracające mity o szkodliwości szczepień dla dzieci, które nasiliły się w sierpniu–październiku 2025 roku. Na Facebooku i TikToku krążyły filmy z „faktami, które system ukrywa”: „Groźne chemikalia w składzie!”, „Autyzm po szczepieniach!” czy „Ciężkie powikłania u maluchów”. Treści te osiągały dziesiątki tysięcy wyświetleń i realnie wpływały na decyzje rodziców. Liczba uchyleń od obowiązkowych szczepień niemal się podwoiła – z 48,6 tys. w 2019 roku do 87,3 tys. w 2023 roku (dane NIZP-PZH-PIB), a trend ten utrzymuje się w kolejnych latach. Fact-checkerzy (w tym Demagog.pl) jednoznacznie obalili te tezy: powiązanie szczepionek z autyzmem czy ciężkimi powikłaniami opiera się na zdyskredytowanych badaniach, a preparaty są bezpieczne i ratują życie – co wielokrotnie potwierdza Światowa Organizacja Zdrowia.
Jak to wpływa na użytkowników? Bezpośrednio zagraża zdrowiu publicznemu w szkołach: wzrost liczby nieszczepionych dzieci zwiększa ryzyko lokalnych epidemii odry, krztuśca czy innych chorób, które wydawało się, że mamy już pod kontrolą.
Trzeci – dezinformacja o rzekomym zmuszaniu polskich dzieci do śpiewania hymnu Ukrainy (styczeń 2026). Wrzutka wzięła się z postów na Facebooku i kanałach Telegramu, często powiązanych z grupami antyukraińskimi: twierdzono, że w jednej ze szkół w Słupsku nauczyciele zmuszają dzieci do wykonywania hymnu Ukrainy podczas lekcji – rzekomo w ramach „kulturowej integracji” z ukraińskimi kolegami i koleżankami. Słuch błyskawicznie się rozprzestrzenił: tysiące udostępnień, setki komentarzy pełnych oskarżeń o „indoktrynację” i „nasilającą się ukrainizację”, fala hejtu, a nawet groźby pod adresem pedagogów. To wszystko podgrzewało atmosferę w wielokulturowych klasach, gdzie polskie i ukraińskie dzieci uczą się razem, wzmacniając stereotypy i ksenofobię wśród rodziców – część rodzin poważnie rozważała przeniesienie dziecka do innej placówki.
W rzeczywistości po weryfikacji okazało się, że nic takiego nie miało miejsca. Nagranie, które posłużyło za „dowód”, pochodziło z marca 2023 roku – z uroczystości w Przedszkolu Miejskim nr 24 „Słupski Niedźwiadek Szczęścia”, zorganizowanej w ramach Dnia Ukraińskiego na znak solidarności z Ukrainą walczącą o wolność. Nie było żadnego przymusu, dzieci śpiewały dobrowolnie, a wydarzenie miało charakter symboliczny i pokojowy. Władze Słupska i Demagog.pl szybko zdementowały sprawę: żadne dziecko nie było do niczego zmuszane, nagranie zostało wyrwane z kontekstu i wykorzystane po trzech latach do podsycania antyukraińskich nastrojów.
Ksenofobski charakter tej wrzutki pokazuje, jak dezinformacja celowo uderza w mniejszości, osłabiając spójność społeczną w edukacji i podważając wysiłki integracyjne w polskim społeczeństwie – tam, gdzie moralna odpowiedzialność za jedność jest szczególnie ważna w obliczu migracyjnych wyzwań i trwającej wojny za wschodnią granicą.
Te trzy przypadki ukazują jedną, niezmienną prawidłowość: panika trwa dopóty, dopóki nie wkroczą fact-checkerzy i nie przywrócą faktów.
Rola faktcheckingu i oficjalnych dochodzeń
Faktchecking to pierwsza linia obrony – i działa szybko. Zespoły demaskujące fałszywe informacje reagują w ciągu godzin, a ich publikacje osiągają miliony wyświetleń. Raport European Fact-Checking Standards Network (EFCSN) z 2025 roku podkreśla, że takie interwencje wymuszają na platformach lepszy compliance z zasadami walki z dezinformacją i realnie zmniejszają jej zasięg. Ale to wciąż za mało. Sam faktchecking jest reakcją – a potrzebujemy prewencji i konsekwencji.
Oficjalne dochodzenia są tu kluczowe. Ministerstwo Edukacji Narodowej, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) oraz policja mają narzędzia, których nie mają prywatni fact-checkerzy: mogą blokować źródła dezinformacji, nakładać kary administracyjne i finansowe, prowadzić śledztwa w sprawach celowego siania nienawiści. To podejście jest znacznie skuteczniejsze niż chaotyczne kampanie społeczne, bo opiera się na prawie – tak jak w projekcie nowelizacji ustawy o usługach elektronicznych, który daje instytucjom realną moc reagowania na nielegalne treści.
Szczególną wagę mają tu ksenofobskie fake newsy. Reforma Edukacyjna 2026 (Reforma26) wprowadza do programu szkolnego moduły o dezinformacji i krytycznym myśleniu – to krok w dobrą stronę. Ale można i trzeba iść dalej: wzmocnić edukację medialną już od pierwszych klas szkoły podstawowej, zmusić wielkie platformy (Meta, Google, TikTok) do współpracy przy zmianie algorytmów promujących emocjonalne i polaryzujące treści, oraz konsekwentnie edukować użytkowników – „sprawdź zanim udostępnisz” powinno stać się nawykiem społecznym, a nie wyjątkiem. Tylko połączenie tych działań – instytucjonalnych, edukacyjnych i obywatelskich – znacząco zwiększy odporność społeczeństwa na fale kłamstw.
Fake newsy jako współczesna groźba
Dezinformacja dawno przestała być przypadkowym szumem w sieci. Stała się precyzyjnym narzędziem niszczenia zaufania społecznego – i w Polsce widać to szczególnie wyraźnie. Za większością najgroźniejszych wrzutek stoją operacje informacyjno-psychologiczne z zagranicy, których celem jest sianie wewnętrznego rozdarcia, paraliżowanie debaty publicznej i podkopywanie wiary w instytucje. Raporty Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dokumentują stały wzrost takich ataków: w 2025 roku Polska doświadczyła kilku dużych fal dezinformacji, celowo uderzających w najbardziej wrażliwe punkty – rodzinę, szkołę, poczucie bezpieczeństwa dzieci. To nie przypadek. To strategia.
Ale właśnie w tym teście objawia się prawdziwa siła polskiego społeczeństwa. Polska wielokrotnie udowadniała, że potrafi wytrzymać presję z zewnątrz i od wewnątrz. Dziś, gdy dezinformacja próbuje przekuć rodzicielską troskę w broń przeciwko sąsiadom, przeciwko państwu, przeciwko własnej przyszłości, odpowiedź musi być jednocześnie instytucjonalna i obywatelska.
W czasach, gdy demokracja jest testowana nie tylko na frontach, ale i w nieskończonych scrollach social mediów, ochrona dzieci przestaje być wyłącznie moralnym obowiązkiem – staje się aktem politycznym. Kto chroni dziecko przed kłamstwem, ten chroni jednocześnie wolność myślenia, prawo do prawdy i przyszłość kraju. Polskie społeczeństwo, które kiedyś wychodziło na ulice w obronie prawdy i godności, ma dziś szansę zrobić to samo – tylko w przestrzeni cyfrowej. Zjednoczone, świadome, wymagające odpowiedzialności od platform i władz, wyjdzie z tej konfrontacji nie jako ofiara, lecz jako silniejsze. Bo demokracja, która potrafi obronić swoje dzieci przed manipulacją, staje się niemal nie do pokonania.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
