
Szybkie wyzdrowienie Rosji jest możliwe tylko w przypadku porażki w III wojnie światowej. Ale już teraz można ją zmusić do pokoju, jeśli zlikwiduje się dyktatorski reżim na Białorusi i zezwoli na przeprowadzenie ataków rakietowych na Moskwę. Taki jest przepis na zakończenie wojny według historyka Jurija Felsztyńskiego, który zaprezentował w Warszawie swoją nową książkę. W rozmowie z redaktorem „Wschodów” naukowiec przewidział, że Rosja „upadnie”, a Rosjanie staną się normalnym narodem, gdy wyleczą się z kompleksu imperialnego.
16 stycznia Felśtyński zaprezentował w stolicy Polski swoją nową książkę „Białoruś Natalii Radiny. Dziennikarka przeciwko dyktatorowi”. Jak głosi opis, książka ta jest „historią współczesnej Białorusi opowiedzianą poprzez życie jednej osoby”.
Dlaczego właśnie Radina została główną bohaterką jego książki, historyk wyjaśnił w ten sposób:
— Nigdy nie rozumiałem tego, co najważniejsze, dopóki Natasza nie wyjaśniła mi tego na Forum Wolnej Rosji. Nie rozumiałem, że Białoruś nigdy nie patrzyła na Wschód, na Rosję, jako wzór swojego rozwoju i przyszłości. Nie rozumiałem, że Białoruś w rzeczywistości zawsze patrzyła na Zachód.
Tak jak wielu nie rozumie, że Ukraina nigdy nie postrzegała siebie jako peryferii Rosji, ale jako niepodległe państwo, tak ja nie rozumiałem, że Białoruś postrzegała siebie jako ukształtowane niepodległe państwo i nigdy nie postrzegała siebie jako rosyjskiej prowincji. Kiedy nastąpiło to przemyślenie, wszystko inne ułożyło się na swoim miejscu.

„Nie ma kraju o nazwie Federacja Rosyjska”
Według Felsztyńskiego Białoruś może odegrać kluczową rolę w zakończeniu wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Ale do tego potrzebna jest wola polityczna przywódców Ukrainy i jej zachodnich sojuszników.
— Często mówimy o konieczności zmiany reżimu w Rosji. Ale jeśli spojrzeć na to realistycznie, to zadanie na dziesiątki lat. Nie należę do tych krytyków reżimu Putina, którzy uważają, że wraz z usunięciem Putina wszystko wróci do normy. Uważam, że problem jest głębszy. Jeśli podejść do sprawy racjonalnie, należy zadać pytanie nie o zmianę reżimu w Rosji – ponieważ jest to obecnie zadanie niemożliwe do wykonania – ale o zmianę reżimu w Białorusi.
Stworzenie strefy bezpieczeństwa – muru berlińskiego, chińskiego muru lub żelaznej kurtyny, jakkolwiek to nazwiemy – wzdłuż linii Finlandia, Szwecja, kraje bałtyckie, Białoruś, Ukraina – jest zadaniem całkowicie realnym. A wszystko, co trzeba zrobić, to doprowadzić do zmiany reżimu Łukaszenki.
Według naukowca, ostatnie z tych działań można było podjąć już w 2020 roku, kiedy Europa „miała obowiązek pomóc narodowi białoruskiemu” obalić reżim Aleksandra Łukaszenki. Za tę „poważną pomyłkę Unii Europejskiej” do dziś płacą zarówno Ukraina, jak i sama Europa, ponieważ Białoruś „nadal pozostaje przyczółkiem dla rosyjskiej inwazji na Europę”.

Jurij Felsztyński przyznał jednak, że na początku 2026 roku patrzy na sytuację „bardziej optymistycznie niż rok temu”:
— Stało się jasne, że wszystkie plany zmuszania Ukrainy do kapitulacji zakończyły się niepowodzeniem. Stało się jasne, że Rosja nie ma armii zdolnej do inwazji na Europę w kontekście niedokończonej wojny na Ukrainie. Że Rosja nie jest w stanie zająć Ukrainy. Że pomimo gróźb przeniesienia broni jądrowej na Białoruś, które odebrałem jako zamiar rosyjskich władz wykorzystania broni jądrowej na Białorusi w nadziei, że odwetowy atak zostanie skierowany na Białoruś, a nie na Rosję — groźba ta nie została jednak zrealizowana, rosyjskie władze nie zaryzykowały…
Wszystko to prowadzi mnie do wniosku, że Rosja przegrała wojnę. Nie oznacza to, że Rosja jest w stanie to zrozumieć i zakończyć wojnę – to się nie stanie – ale myślę, że oczywiste jest, że Rosja przegrała. Aby jednak ta wojna się skończyła, należy zmienić jej format. Ukraina i Europa mają obowiązek zmienić ten format.
„Dwa absolutnie niezbędne elementy zakończenia wojny”, według Felsztyńskiego, to wspomniana już zmiana reżimu na Białorusi i uderzenie na Moskwę. Zarówno pierwsze, jak i drugie, zdaniem badacza, jest całkowicie wykonalne z technicznego punktu widzenia i jest kwestią wyłącznie woli politycznej:
— Trzeba zrozumieć, że nie ma kraju o nazwie Federacja Rosyjska. Istnieje kraj o nazwie Moskwa. Jest to jedyne terytorium, jedyny punkt, który decyduje o wszystkim. 10 procent ludności Rosji mieszka w Moskwie, całe kierownictwo kraju znajduje się w Moskwie, cała działalność gospodarcza odbywa się w Moskwie. I Moskwa, choć brzmi to dziwnie po czterech latach wojny, w rzeczywistości czerpie korzyści z wojny.
Wszyscy ludzie, którzy mieszkają w Moskwie, nie są naprawdę zainteresowani zakończeniem wojny. Aby wojna się skończyła, Moskwa musi ją odczuć. A żeby to osiągnąć, nie ma innego wyjścia, jak tylko zadawać Moskwie ciosy. W przeciwnym razie wojna nie zakończy się. Jeśli tak się nie stanie, rok 2026 nie będzie się niczym różnił od roku 2025.
Zadanie zmiany reżimu Łukaszenki „wydaje się trudne do rozwiązania tylko z zewnątrz”, uważa historyk:
— Łukaszenko jest dyktatorem opierającym się na dość niewielkiej grupie sił zbrojnych. Jak wiemy z wydarzeń 2020 roku, dyktator ten nie cieszy się popularnością. Jak widać na przykładzie operacji przeprowadzonych przez Ukrainę z jednej strony i błyskotliwej operacji porwania Maduro z Wenezueli z drugiej, jest to problem łatwy do rozwiązania. Nie bardziej skomplikowany niż inwazja na obwód kurski i przeprowadzenie operacji „Pajęczyna”. Tym bardziej, że istnieje białoruska emigracja, która już walczy w Siłach Zbrojnych Ukrainy i jest rozproszona przez ukraińskie dowództwo po różnych ukraińskich jednostkach wojskowych właśnie dlatego, że nie podjęto decyzji o utworzeniu Białoruskiej Armii Wyzwoleńczej.
„Trump i Putin już przegrali tę bitwę”

Naszą krótką rozmowę z Felchtinskim planowałem rozpocząć od tematów aktualnych dla rosyjskiej emigracji politycznej – utworzenia platformy przy PACE oraz konfliktu między RDK a Leonidem Wołkowem. Jednak historyk odmówił rozmowy na te tematy, twierdząc, że zna sytuację dość powierzchownie. Według naukowca nie rozumie on, na co liczą przedstawiciele emigracji politycznej, którzy nadal walczą o popularność wśród rosyjskich wyborców:
— Uważam, że wszystkie rozmowy o pięknej Rosji przyszłości to rozmowy o Rosji XXII wieku. Za wojnę, którą Rosja rozpoczęła w 2022 roku, nikt nie wybaczy temu krajowi przez dziesięciolecia. I to dziesięciolecia na poziomie 80 lat. Dopóki nie umrą wszyscy, którzy żyli w czasie tej wojny, nikt nie wybaczy Rosji tej wojny.
Nie wybaczy jej przede wszystkim Ukraina. Ale nie tylko Ukraina. W Rosji do tej pory nikt tego nie rozumie. I wielu emigrantów do tej pory tego nie rozumie. I w tym tkwi moja trudność [w komunikacji] z ludźmi, którzy uważają, że problemy Rosji to problem samego Putina, który w pewnym momencie odejdzie…
— No tak, „wojna jednego Putina”…
— Tak. I oczywiście prędzej czy później tak się stanie. Ale proszę mi wierzyć, że dopiero po zakończeniu wojny nastąpi uświadomienie sobie, jakiego rodzaju zbrodnie popełniła Rosja. Jako kraj, jako państwo. I dopóki nie odejdą z tego świata wszyscy, którzy brali udział w tym okresie rosyjskiej historii, nie będzie można poruszyć kwestii przebaczenia Rosji. Dlatego do procesu wyborczego jest jeszcze bardzo daleko, do wyborów jest jeszcze bardzo daleko… Walka o rosyjskiego wyborcę, o popularność wśród rosyjskiego wyborcy, prowadzona przez niektórych emigracyjnych działaczy politycznych, jest szczytem niezrozumienia skali problemu, który stworzyła Rosja wojną w 2022 roku.

— Powiedział pan, że jednym z warunków zakończenia wojny jest wyzwolenie Białorusi. A może nie tylko Białorusi? Może także wyzwolenie republik wchodzących w skład Federacji Rosyjskiej? Jak pan odnosi się do idei post-Rosji?
— W przeciwieństwie do Putina, który uważa, że rozpad ZSRR w 1991 roku był największą katastrofą geopolityczną, ja uważam, że problem polega na tym, że w 1991 roku Rosja nie rozpadła się wystarczająco. I że na kolejnym etapie historycznym — nie wiem kiedy, ale na pewno nastąpi — Rosja się rozpadnie. I że w tym momencie te republiki wchodzące w skład Federacji Rosyjskiej postawią kwestię niepodległości. Oczywiście, odłączą się republiki czeczeńska, dagestańska, inguska… One jako pierwsze opuszczą Federację Rosyjską, a proces ten rozpocznie Czeczenia.
Ale tak, oczywiście, odłączą się też inne republiki. Nie chcę teraz fantazjować, ta lista może być nieskończona, zaczynając od Tatarstanu… Ale ten rozpad na pewno nastąpi.
Oprócz geopolitycznego momentu rozpadu, który z pewnością nastąpi na kolejnym etapie historycznym, musi jednocześnie nastąpić wyleczenie Rosji z kompleksu imperialnego. Rosja będzie mogła stać się normalnym krajem, a naród rosyjski będzie mógł wreszcie stać się normalnym narodem, tylko wtedy, gdy zrozumie, że nie jest wielki. Gdy tylko Rosja pozbędzie się tej choroby, polegającej na tym, że Rosja uważa się za wielką, a naród rosyjski uważa się za wielki, wszystko wróci na swoje miejsce. Ale zajmie to dziesiątki lat.
Albo, aby tak się stało, Rosja musi przejść przez klęskę militarną porównywalną z klęską Niemiec w 1945 roku. A my oczywiście wszyscy chcemy uniknąć trzeciej wojny światowej. I w tym właśnie tkwi problem.
Szybkie ożywienie Rosji może nastąpić tylko w przypadku jej porażki w trzeciej wojnie światowej. A powolne ożywienie Rosji to kwestia stulecia. Ponieważ aby tak się stało, Ukraina i cały świat muszą wybaczyć Rosji popełnione zbrodnie.
Pamiętacie, jak niedawno kanclerz Merz powiedział: „Niemcy powróciły” – i wszyscy zaczęli klaskać? Ale stało się to 80 lat po 1945 roku. Kiedy wszyscy współcześni świadkowie tych wydarzeń już odeszli.
— A propos trzeciej wojny światowej. Po spotkaniu na Alasce odniosłem wrażenie, że Trump chce wykorzystać Putina jako lodołamacz w sprawie Europy…
— Często o tym mówiłem. I właśnie tego terminu użyłem. Jestem absolutnie przekonany, że na Alasce zawarto porozumienie — w przeciwieństwie do porozumienia stalinowsko-hitlerowskiego, było to porozumienie ustne — o podziale świata. Zgodnie z tym porozumieniem Wenezuela wchodzi w strefę wpływów Ameryki, Grenlandia wchodzi w strefę wpływów Ameryki, a Ukraina i Europa Wschodnia — w strefę wpływów Rosji…
— Ale jednocześnie powiedział pan dzisiaj, że Putin nadal ma związane ręce w Ukrainie i dlatego nie będzie w stanie zaatakować innych krajów europejskich.
— Tak. Uważam, że ponieważ Ukraina odmówiła kapitulacji, a Europa odmówiła udziału w kapitulacji Ukrainy i również kapitulacji przed Putinem, Trump i Putin już przegrali tę bitwę. Uważam, że cały rok 2025 zmarnowali. Przez cały rok próbowali zmusić Ukrainę do kapitulacji – i nie udało im się. Już nie byli w stanie tego zrobić.
– Czy to oznacza, że Europa uniknęła trzeciej wojny światowej?
– Uważam, że tak, jest na to bardzo duża szansa. Obecnie patrzę na sytuację znacznie bardziej optymistycznie niż na przykład w 2025 roku.

„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
