
Etniczny Polak, mieszkał w Rosji, ale wybrał Ukrainę — i walczył po jej stronie w jednym z oddziałów ochotniczych. Specjalnie dla pierwszego emigracyjnego magazynu „Wschody” uczestnik działań bojowych i dziennikarz Aleksiej Baranowski napisał felieton, w którym na przykładzie samego siebie i swoich przodków wyjaśnia, dlaczego putinowska Rosja jest wspólnym wrogiem Ukrainy i Polski i powinna zostać zlikwidowana:
Mieszkam i pracuję na Ukrainie już od wielu lat i pod względem samoidentyfikacji jestem Ukraińcem, członkiem ukraińskiego narodu politycznego. Jednak z krwi, z pochodzenia jestem Polakiem. Dlatego to, co dzieje się dziś w Polsce, wywołuje we mnie głęboką reakcję. I jest to reakcja z nutą niepokoju o los Polski, która już nieraz w historii cierpiała z powodu działań Moskwy.
Tragedia rodzinna
Mojego pradziada Baranowskiego Stanisława Augustowicza (na zdjęciu poniżej — po lewej) rozstrzelano w Smoleńsku w trakcie polskiej operacji NKWD z lat 1937–38. Skromny aptekarz został oskarżony o związki z polskim wywiadem i działalność antysowiecką. Zarzuty: „Wygłaszał oszczercze wymysły o władzy radzieckiej”. Nie przyznał się do winy. Rozstrzelano go z listy wraz z innymi wrogami władzy sowieckiej. Nie na mocy wyroku sądu, a nawet nie przez „trójkę”, lecz przez „dwójkę” — z podpisami ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Jeżowa i prokuratora ZSRR Wyszyńskiego. W 1958 roku — po śmierci Stalina — pradziad został zrehabilitowany. Miejsce pochówku nie zostało ustalone.
Rodzony brat mojego pradziada — Baranowski Piotr Augustowicz (na zdjęciu po prawej) był gorliwym katolikiem. Wikariusz i proboszcz parafii w Czernihowie, Witebsku i innych miastach na terytorium dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Aresztowany w Nieżynie w 1929 roku i wysłany na 10 lat na Sołowki (art. 58-4 KK RSFSR — udzielanie pomocy międzynarodowej burżuazji, która nie uznaje równouprawnienia systemu komunistycznego, dążąc do jego obalenia itd.).
W 1932 roku — nowe zarzuty. Oskarżony w sprawie grupowej duchowieństwa katolickiego, któremu zarzucono „tworzenie antysowieckiej grupy prowadzącej antysowiecką agitację, potajemne odprawianie obrzędów teologicznych i religijnych oraz utrzymywanie nielegalnych kontaktów ze światem zewnętrznym w celu przekazywania za granicę informacji o charakterze szpiegowskim o sytuacji katolików w ZSRR”.
Na przesłuchaniu Piotr Augustowicz powiedział: „Uważam się zarówno wcześniej, jak i teraz za zdecydowanego obrońcę katolicyzmu i nigdy nie będę i nie mogę być zwolennikiem władzy, która podejmuje jakiekolwiek działania przeciwko katolicyzmowi. Od 1930 r. mieszkam w komunie księży na wyspie Anzer (Sołowki — A.B.). Żadnymi kwestiami politycznymi dotyczącymi życia kraju radzieckiego się nie interesuję i interesować się nie będę”.
Rozstrzelany w 1937 roku w uroczysku Sandarmoch pod Miedwieżjegorskiem. A wtedy, dosłownie kilka dni później, przyszli także po jego brata — aptekarza…
Adwokat — wróg państwa
Od 2019 roku posiadałem status adwokata w Rosji i na Ukrainie. Był mi potrzebny do obrony ukraińskich więźniów politycznych przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach. Reprezentowałem w Rosji interesy Mykoły Karpjuka i Ołeksandra Szumkowa — aktywnych uczestników Euromajdanu, Rewolucji Godności, która zwyciężyła w Kijowie w 2014 roku.

Już w tamtych czasach w Rosji istniało wyraźne nastawienie oskarżycielskie w sądownictwie, a wobec więźniów politycznych (zarówno ukraińskich, jak i rosyjskich) obowiązywało tylko jedno prawo — „telefoniczne”. Wyroki zapadały nie w sądzie, lecz w Administracji Prezydenta i/lub FSB. A praca adwokata często sprowadzała się do „pomocy paliatywnej” — dopilnowania, żeby przynajmniej nie torturowano.
W 2022 roku pozbawiono mnie statusu adwokata w Rosji za potępienie wojskowej agresji Rosji przeciwko Ukrainie.
Moja wojna
Wraz z rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę w lutym 2022 roku wróciłem do swojego pierwotnego zawodu — wznowiłem działalność dziennikarską. W warunkach wojennych to zupełnie szczególne doświadczenie.
W pierwszych miesiącach inwazji nie tylko pisałem reportaże do mediów społecznościowych i różnych redakcji, ale byłem też pomocnikiem korespondentów czołowych światowych mediów. Dziś ta działalność wyodrębniła się jako osobny zawód tzw. „fixera”. Wówczas jednak moim celem było po prostu pomóc zagranicznym dziennikarzom pokazać tragedię wojny, którą Rosja przyniosła Ukrainie.

Nieco później dołączyłem do kijowskiego oddziału Obrony Terytorialnej i faktycznie kontynuowałem tę samą działalność polegającą na wspieraniu światowych mediów w relacjonowaniu rosyjskich zbrodni wojennych na Ukrainie — takich jak masakra w Buczy i okrucieństwa Rosjan w okupowanym Chersoniu.
W 2023 roku uczestniczyłem w tworzeniu struktur rosyjskiej antypутинowskiej opozycji w Europie. Jednak dość szybko stało się jasne, że rosyjska opozycja w Europie to raczej „rozmawianie” niż „działanie”. W warunkach wojny konferencjami i debatami nie da się zatrzymać rosyjskich rakiet i dronów. Dlatego najpierw skupiłem się na wsparciu rosyjskich ochotników w składzie Sił Zbrojnych Ukrainy, a potem sam dołączyłem do armii ukraińskiej.
— Oczywiste jest, że zbrojne skrzydło rosyjskiej opozycji cieszy się poparciem Kijowa. Ale czy macie wsparcie Zachodu?
— Zachód jest różny. Polska i kraje bałtyckie są niezwykle zainteresowane przeformatowaniem Rosji i całkowitą zmianą sytuacji w niej. Nie chcą mieć obok siebie szalonego sąsiada, dlatego są bardziej zdecydowane i gotowe nas wspierać. Europa Zachodnia jest bardziej ostrożna, czekając na wynik wojny. Są zachodni politycy, tacy jak Macron, którzy próbują dogadywać się z Putinem. Tacy politycy boją się gwałtownych ruchów. Ale na Zachodzie są nie tylko politycy, lecz także wojskowi i służby specjalne. Zakulisowego wsparcia z ich strony jest znacznie więcej, ponieważ tacy ludzie rozumieją, że pokojowymi protestami i chodzeniem z balonikami w Rosji niczego się nie osiągnie.
Z wywiadu z Aleksiejem Baranowskim dla gazety „Rzeczpospolita” z dnia 23.05.2023 r.
W składzie jednego z oddziałów ochotniczych uczestniczyłem w „operacji kurskiej”, która miała miejsce w marcu 2024 roku podczas tzw. „wyborów” prezydenta Federacji Rosyjskiej. Na znacznej części obwodu kurskiego wybory wówczas się nie odbyły z powodu działań formacji ochotniczych, które wkroczyły na jego terytorium.
„Rewolucja w Rosji jest możliwa, ale…”
W czasie służby wojskowej udzieliłem wielu wywiadów, ale jeden z najbardziej pamiętnych — polskiemu dziennikarzowi Jakubowi Maciejewskiemu. Spędził on dużo czasu na Ukrainie jako korespondent wojenny i doskonale wie (w szczegółach), jakie zbrodnie wojenne popełniają Rosjanie na Ukrainie oraz że putinowskie imperium jest wspólnym wrogiem Ukrainy i Polski.
— Mamy takich Rosjan, którzy nie znosząc obecnej władzy, wychwalają swoją ojczyznę jako kolebkę kultury — w osobach Tołstoja, Dostojewskiego czy Czajkowskiego. To pana nie przekonuje?
— To oczywiście pewne dziedzictwo. Z kulturą jest jak z Kościołem — nie trzeba być wyznawcą, ale trzeba być świadomym. Pozbędziemy się Putina bez szkody dla Dostojewskiego! Choć szczerze mówiąc, nie jestem fanem tej „wielkiej kultury rosyjskiej”. Warto ją znać, ale nie mogę powiedzieć, że mnie zachwyca. Jestem fanem Andrzeja Sapkowskiego. To właśnie stworzony przez niego świat Wiedźmina, oparty na mitologii zachodniosłowiańskiej, mnie inspiruje. Mój pseudonim „Jaskier” nawiązuje właśnie do tego dziedzictwa kulturowego.
Z wywiadu z Aleksiejem Baranowskim dla “Tygodnik Sieci” z dnia 22.04.2024 r.
Międzynarodowe, w tym polskie media, w rozmowach ze mną najbardziej interesowały się perspektywami powstania ludowego w Rosji, w Moskwie. Szczególnie po nieudanym marszu bandy Prigożyna „Wagner” na Moskwę. Mówiłem wtedy i mogę powtórzyć teraz — rewolucja w Rosji jest możliwa, ale do tego potrzebne jest zbieżenie się wielu czynników.
Wykrwawianie rosyjskiej armii na froncie, tzw. „sankcje na odległość” przy użyciu dronów przeciwko rosyjskim rafineriom i portom morskim, międzynarodowe sankcje gospodarcze i wyczerpanie rosyjskich rezerw finansowych — gdy to wszystko się zbiegnie i powstanie istotne napięcie społeczne, rosyjskie oddziały ochotnicze walczące dziś za Ukrainę, takie jak Rosyjski Korpus Ochotniczy (RDK) i Legion „Wolność Rosji” (LSR), będą mogły powtórzyć marsz Prigożyna, ale już z niekorzystnym dla Putina wynikiem.
— I co potem: zlikwidować Putina?
— To możliwy wariant. Choć oczywiście społeczność międzynarodowa wolałaby, abyśmy wysłali go do Hagi. I być może byłby to właściwy krok. Ostatecznie stałby się symbolem tego, że sprawiedliwość zawsze zwycięża. Nie ma jednak pewności, że to my pierwsi go schwytamy. Być może wydadzą go jego własni ludzie. Z jednej strony opłaca im się wysłać go do Hagi i zrzucić na niego wszystkie zbrodnie. Z drugiej strony wie on zbyt wiele. Jeśli stanie przed sądem, może ujawnić, kto był zamieszany w jakie zbrodnie, także te popełnione za granicą. W każdym razie Putin jest już „kulawą kaczką”. Pytanie tylko, czy usuną go swoi [jak Ceaușescu], czy dotrze do Hagi żywy [jak Milošević].
Z wywiadu z Aleksiejem Baranowskim dla portalu Onet.pl z dnia 14.06.2023 r.
Rosja nie pozwala żyć sąsiadom

W ciągu ostatnich półtora roku, już po odejściu z armii ukraińskiej ze względów zdrowotnych, pracuję jako korespondent wojenny w ukraińskiej państwowej telewizji międzynarodowej FREEДОМ. Moim zadaniem jest pokazywanie międzynarodowej opinii publicznej wojny, bohaterskich ukraińskich obrońców, atmosfery dyżurów bojowych. FREEДОМ nadaje na cały świat w wielu językach — angielskim, hiszpańskim, polskim, rosyjskim, arabskim…
Ważny wskaźnik: wielu żołnierzy armii rosyjskiej, którzy poddali się i chcieli przejść na stronę Ukrainy — i dołączyć np. do RDK — mówi, że ich wewnętrzne przebudzenie, przewartościowanie sytuacji nastąpiło m.in. po obejrzeniu FREEДОМ.
To znaczy, że nasza praca jest ważna nawet dla widzów znajdujących się w samej Rosji. I jest absolutnie jasne, dlaczego reżim putinowski chce zakazać YouTube, Telegramu, w ogóle całego wolnego internetu.
Przez ostatnie dekady, będąc w samym centrum wydarzeń politycznych przestrzeni postsowieckiej, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć: flirtowanie z Kremlem, „rozumienie Putina” (Putinversteher), szukanie kompromisów z Moskwą — to kopanie sobie grobu.
Rosja to kraj, który sam nie żyje i nie pozwala żyć sąsiadom. Rosja to kraj, który fałszuje historię i niszczy pamięć o Katyniu. Rosja to kraj, który stoi za katastrofami lotniczymi z samolotami prezydenckimi (wieczna pamięć Lechowi Kaczyńskiemu!) i zestrzeliwuje samoloty pasażerskie (Boeing MH17 nad Donbasem i azerski E-190).
W Rosji nie ma wymiaru sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości społecznej, nie ma elementarnych praw człowieka, nie ma szacunku dla prawa międzynarodowego, nie ma nic wartościowego poza ogromnymi petrodolarami, z których korzystają ograniczone grupy osób u władzy.
Rosja nadała mi status „zagranicznego agenta”, wpisała mnie na wszelkie listy wrogów państwa, nazywanych tam „ekstremistami” i „terrorystami”, wszczęła wobec mnie wiele spraw karnych, w tym sprawę o „zdradę stanu”. Choć jaka może być zdrada, skoro nikomu tam nie przysięgałem i żadnych zobowiązań nie składałem?!! Poza przysięgą adwokacką, której nie naruszyłem.
Rosja to imperium zła, które musi zostać zniszczone. Dzięki temu lepiej będzie nie tylko sąsiadom, ale i samym Rosjanom, którzy wreszcie spróbują żyć samodzielnie, a nie w więzieniu narodów. Z niepokojem widzimy, że także w polskim życiu politycznym pojawiają się siły nastawione na współpracę z Moskwą. To bardzo niebezpieczna droga, zagrażająca bezpieczeństwu narodowemu Polski.
Starzy barbarzyńcy i nowy pakt Mołotowa–Ribbentropa

Cieszy, że Węgrzy pozbyli się rosyjskiego sługi Viktora Orbána i oddalili powtórkę 1956 roku — ponowne pojawienie się rosyjskich czołgów w Budapeszcie. Jednak Rosjanie będą uporczywie próbować odzyskać kontrolę nie tylko nad Kijowem i Budapesztem, ale także nad Warszawą, Pragą, Bukaresztem. Aby odbudować blok warszawski.
Moskwa rozumie tylko język siły, język broni i przymusu. Wszelkie próby negocjacji odbierają jako słabość. Gwarancją ocalenia Europy dziś jest jedność wobec odradzającego się ZSRR, który znów chce panować w Europie Wschodniej. Dziś Ukraina stała się tarczą Europy, nieprzekraczalną barierą na drodze nowych-starych barbarzyńców, którzy znów chcą zabijać i rabować.
Aby Polska nie zginęła, aby nie doszło do nowego paktu Mołotowa–Ribbentropa (Putin–Trump?), Ukraina i Polska muszą wzmacniać jedność wolnych państw Europy Wschodniej. Jedność wspartą siłą, sojuszami obronnymi i współpracą. Międzymorze z wolnymi Węgrami, Rumunią, Czechami, Słowacją (która pozbędzie się kolejnego rosyjskiego agenta Ficy), z dzielnymi państwami bałtyckimi. Idee Józefa Piłsudskiego są dziś — w 2026 roku — bardziej aktualne niż kiedykolwiek.
Same wyzwania naszych czasów są takie, że tylko w jedności Europa będzie w stanie obronić swoją wolność i niezależność przed odurzonymi krwią barbarzyńcami ze wschodu.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
