
W styczniu 2026 roku tysiące traktorów zablokowało Warszawę, a dzieci na pedałowych maszynach manifestowały w Strasburgu – nie przeciw Ukrainie, lecz przeciw dumpingowi z Mercosur. Rolnicy domagali się równych zasad gry, nie protekcjonizmu. Parlament Europejski odpowiedział: 21 stycznia minimalną przewagą skierował umowę do TSUE. Na granicy z Ukrainą blokady ustąpiły kontroli. Uczciwy handel da się bronić bez ksenofobii – i rząd potrafi to zrobić.
Rok 2026 przyniósł kulminację napięć w polskim rolnictwie, gdzie protesty nie były wymierzone w Ukrainę, lecz stanowiły obronę przed nierównymi regułami globalnego handlu – przede wszystkim dumpingiem cenowym z krajów Mercosur, gdzie produkcja rolna nie podlega rygorystycznym normom ekologicznym i sanitarnym UE. To walka o zachowanie standardów, które chronią nie tylko gospodarkę, ale i etykę produkcji żywności: bez antybiotyków w mięsie, bez wylesiania Amazonii, bez kompromisów na rzecz taniości kosztem jakości i środowiska. Styczeń stał się punktem zwrotnym. 9 stycznia w Warszawie tysiące traktorów zjechało na “Marsz Gwiaździsty”, blokując ulice w pokojowym proteście przeciwko umowie UE–Mercosur, podpisanej zaledwie 17 stycznia w Paragwaju. Akcje przeniosły się do Strasburga, gdzie 20–21 stycznia kilka tysięcy rolników z całej Europy, w tym silna delegacja polska, demonstrowało przed siedzibą Parlamentu Europejskiego – symbolicznie z dziećmi na miniaturowych traktorach, podkreślając, że stawką jest przyszłość pokoleń.
Kulminacją było głosowanie w PE 21 stycznia: rezolucja o skierowaniu umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) przeszła minimalną przewagą (334 głosy za, 324 przeciw, 11 wstrzymujących się), faktycznie zamrażając ratyfikację na miesiące, a może lata. To zwycięstwo dowodzi, że presja społeczna może wpływać na decyzje Brukseli, ale rodzi pytanie: jak oddzielić uzasadnioną ochronę rynku od politycznych spekulacji, które wykorzystują frustrację rolników do podsycania antyukraińskich nastrojów? Właśnie tu ujawnia się adekwatność reakcji rządu – nie w konfrontacji, lecz w inteligentnym balansie między solidarnością z Kijowem a obroną polskich interesów. Umowa Mercosur, z kwotami na 99 tys. ton wołowiny premium i 180 tys. ton cukru, grozi zalewem produktów tańszych o 20–30%, produkowanych bez unijnych ograniczeń. Polscy rolnicy, wytwarzający 15% europejskiej wołowiny, słusznie obawiają się bankructw – nie z powodu Ukrainy, której wpływ na rynek maleje, lecz przez brak równych reguł. To nie ksenofobia, lecz żądanie sprawiedliwości w globalnej ekonomii, gdzie Europa nie może być naiwna wobec korporacyjnych interesów Berlina czy Paryża. Przejdźmy do sedna zagrożenia – umowy, która stała się katalizatorem protestów, przypominając historyczne paralele do negocjacji GATT w latach 80., gdy Europa broniła się przed dumpingiem z krajów rozwijających się, by chronić nie tylko rynki, ale i wartości demokratyczne.
Mercosur jako główna groźba: dlaczego rolnicy mają rację
Umowa UE–Mercosur, negocjowana od ponad dwóch dekad i podpisana 17 stycznia 2026 r., miała być triumfem globalizacji – obniżeniem ceł na wymianę handlową z Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem. W rzeczywistości dla europejskiego rolnictwa oznacza dumping: kwoty bezcłowe na 99 tys. ton wołowiny wysokiej jakości, 180 tys. ton cukru i 1 mln ton etanolu, plus tańszy drób i ryż. Produkty te powstają w warunkach zabronionych w UE – z użyciem antybiotyków stymulujących wzrost, pestycydów zakazanych w Europie i przy masowym wylesianiu, co podważa cele Zielonego Ładu. Brazylijska wołowina jest o 25% tańsza, bo nie musi spełniać norm dotyczących dobrostanu zwierząt czy emisji CO2, stawiając polskich producentów w pozycji przegranych od startu. To echo autorytarnych tendencji w globalnym handlu, gdzie korporacje, jak w Brazylii pod rządami populistycznych liderów, eksploatują środowisko dla zysku, ignorując etyczne imperatywy demokracji.
Protesty rolników w styczniu były odpowiedzią na tę nierówność. 9 stycznia w Warszawie “Marsz Gwiaździsty” zgromadził tysiące maszyn rolniczych z różnych regionów – w pokojowej demonstracji, gdzie hasła jak “Stop Mercosur” podkreślały niechęć do “gry nie fair”. Polska odegrała kluczową rolę: europosłowie z PSL i PiS, jak Krzysztof Hetman czy Dariusz Joński, byli wśród inicjatorów rezolucji, argumentując, że umowa faworyzuje przemysł kosztem rolnictwa. Zagrożenie jest realne: według analiz, import z Mercosur mógłby obniżyć ceny wołowiny o 15–20%, prowadząc do spadku produkcji w UE o 10%. Przejdźmy teraz do granicy z Ukrainą, gdzie sytuacja ewoluowała od blokad do skutecznego nadzoru, osłabiając argumenty o “antyukraińskiej mobilizacji”.
Granica z Ukrainą: od blokad do kontroli
W latach 2023–2024 granica polsko-ukraińska była areną napięć: masowe blokady w punktach jak Medyka, Dorohusk czy Korczowa wynikały z niekontrolowanego napływu zboża, co obniżało ceny i groziło destabilizacją rynku. To była reakcja na chaos po rosyjskiej inwazji, gdy UE otworzyła granice bez mechanizmów ochronnych.
Sytuacja w 2025–2026 radykalnie się zmieniła dzięki nowej umowie handlowej UE–Ukraina (weszła w życie 29 października 2025 r.), przedłużeniu embarga na kluczowe produkty (pszenica, kukurydza, rzepak, słonecznik i ich przetwory) oraz wzmocnionym kontrolom. Import rolny z Ukrainy do Polski spadł o 40–50%, według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) oraz GUS. Raport Ukraińskiego Związku Agrobiznesu (UCAB) z stycznia 2026 r. potwierdza: eksport Ukrainy do UE zmniejszył się o ponad 2 mld USD, a jej udział w unijnym rynku spadł poniżej 50%. Główny strumień to teraz tranzyt do Niemiec czy Holandii, nie bezpośredni import do Polski.
Symboliczna akcja z stycznia 2026 r. – około 20–30 rolników w Dołhobyczowie/Medyce 22 stycznia – trwała zaledwie kilka godzin, spowalniając ruch TIR-ów, ale bez pełnej blokady. Protest był pokojowy, zakończony po negocjacjach z policją, i łączył sprzeciw wobec Mercosur z żądaniem utrzymania embarga na Ukrainę. Mechanizmy ochrony działają: co dziesiąta partia jest sprawdzana przez służby graniczne, weterynaryjne i fitosanitarne, a 10–12% wraca z powodu niezgodności z normami. Przejścia graniczne funkcjonują płynnie – czas oczekiwania nie przekracza 10–20 godzin, w przeciwieństwie do setek godzin w 2024 r.
To przejście od blokad do kontroli pokazuje, że problemy da się rozwiązywać regulacjami, bez konfrontacji. Presja z Ukrainy osłabła, co przenosi fokus na Mercosur jako realne zagrożenie. Przejdźmy do roli rządu, który konsekwentnie wspierał te zmiany, przypominając historyczne lekcje z ery postsowieckiej, gdy Polska budowała demokrację poprzez zrównoważony handel.
Pozycja rządu: konsekwencja i odpowiedzialność
Rząd Donalda Tuska od początku sprzeciwiał się umowie Mercosur, głosując przeciw niej w Radzie UE wraz z Francją, Węgrami, Irlandią i Austrią. To nie deklaracje, lecz konkretne działania: Polska była wśród inicjatorów skierowania sprawy do TSUE, co przyniosło zamrożenie ratyfikacji. Premier Tusk trafnie zauważył: “Trudno protestować przeciwko rządowi, który ma dokładnie takie samo stanowisko jak protestujący”. Minister rolnictwa Stefan Krajewski obiecał wzmocnione kontrole importu, ekoschematy wspierające zrównoważoną produkcję oraz dopłaty dla poszkodowanych rolników, w tym fundusz kompensacyjny na 45 mld euro z unijnych środków.
Dodatkowo, na kwiecień 2026 r. zaplanowano wspólne żądanie Polski, Austrii, Węgier i Słowacji o ujednolicenie standardów importowych – w tym dla produktów z Ukrainy – co zapewni równą konkurencję bez wyjątków. To pokazuje demokrację w praktyce: władza słucha rolników, wprowadzając narzędzia ochrony, ale zachowuje balans – solidarność z Ukrainą w czasie wojny nie oznacza rezygnacji z obrony własnego rynku. Rząd unika populizmu, skupiając się na etycznych aspektach: sprawiedliwość w handlu to nie izolacjonizm, lecz zapewnienie, że globalizacja nie niszczy lokalnych gospodarek. Taka postawa buduje zaufanie i zapobiega eskalacji konfliktów, kontrastując z autorytarnymi modelami, gdzie handel służy elitom, a nie społeczeństwom.
Zakończenie: lekcje i prognoza
Rok 2026 przekształcił agrarianne protesty w silny argument za uczciwą konkurencją w globalnym handlu, wolnym od ksenofobii. Polska, jako lider w ochronie europejskich standardów wewnątrz UE i NATO, pokazuje, że można bronić rolników bez podziałów – skupiając się na regulacjach, nie na oskarżeniach wobec sojuszników. Jeśli TSUE potwierdzi niezgodność Mercosur z traktatami, będzie to strategiczna wygrana, otwierająca drogę do renegocjacji z klauzulami ochronnymi. Jeśli nie – potrzebne będą narodowe środki: wzmocnione kontrole, ekoschematy i dopłaty, by zrównoważyć presję importu.
Ostatecznie, prawdziwa solidarność to nie ślepe otwieranie rynków, lecz wspólna walka o sprawiedliwe reguły – gdzie etyka produkcji żywności idzie w parze z ekonomią. Polscy rolnicy zasługują na to, by ich głos był słyszany w Brukseli, a rząd dowodzi, że adekwatna reakcja na wyzwania społeczeństwa wzmacnia demokrację. To lekcja dla całej Europy: w świecie globalnych nierówności ochrona własnego podwórka nie jest egoizmem, lecz warunkiem przetrwania. W przeciwnym razie, jak w historycznych przykładach upadku imperiów handlowych, autorytarne tendencje w gospodarce podważą fundamenty wolności.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
