
Pod koniec 2025 roku socjologowie, po kolejnym zbadaniu stosunku Polaków do Ukraińców, pesymistycznie stwierdzili, że uzyskane wyniki są „najgorszymi w historii pomiarów, które rozpoczęły się wkrótce po aneksji Krymu”. Surowe dane liczbowe mogą wydawać się cennym prezentem dla kremlowskiej propagandy, której jednym z kluczowych zadań jest sianie niezgodności między narodami europejskimi. Na szczęście rzeczywistość nie mieści się w propagandowych stereotypach. A samo ochłodzenie stosunków może stać się dobrym pretekstem do nieco bardziej wyważonej i pragmatycznej oceny sytuacji. To znaczy bez różowych okularów.
Grudniowe badanie „Polacy o wojnie na Ukrainie i pomocy uchodźcom”, przeprowadzone przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), zasadniczo powtórzyło wyniki wrześniowych pomiarów opinii publicznej. 48% Polaków nadal popiera przyjmowanie ukraińskich uchodźców; 46% jest temu przeciwnych (wzrost o jeden punkt procentowy); kolejne 6% respondentów miało trudności z udzieleniem odpowiedzi.
Zmiana nastawienia do Ukraińców jest szczególnie uderzająca w porównaniu z początkiem 2022 r., kiedy to odsetek Polaków popierających przyjęcie ukraińskich uchodźców sięgał 94%. Wysoki poziom utrzymywał się do połowy 2023 r.
Zauważając, że opinia publiczna w 2025 r. wpłynęła na zaostrzenie stanowiska prezydenta i rządu wobec Ukrainy, prezes Klubu Jagiellońskiego dr Paweł Musiałek uważa, że ogólnie władzom udało się zachować „rozsądną równowagę między rosnącymi negatywnymi emocjami Polaków wobec Ukrainy a interesami Polski w jej zwycięstwie nad Rosją”.
Chociaż, według obserwacji Musiałka, nie doszło do znacznego pogłębienia współpracy w sferze gospodarczej i wojskowej, pojawiły się plany wspólnej produkcji dronów. Ponadto Polska nadal wspierała Ukrainę w zakresie szkolenia żołnierzy, logistyki (przez Polskę nadal przechodzi około 90% pomocy dla Ukrainy) i dyplomacji.
Pavel Musialek uważa rozpoczęte w 2025 r. prace związane z ekshumacją ofiar ukraińskich nacjonalistów z czasów II wojny światowej za ważny krok w rozwoju stosunków polsko-ukraińskich. Prace zaplanowano już na 2026 rok. Chociaż tempo prac ekshumacyjnych jest nadal „dalekie od zadowalającego”, to jednak „stanowi symboliczny postęp w porównaniu z poprzednimi latami” – jest przekonany ekspert.
Jeden z najbardziej autorytatywnych polskich badaczy Europy Wschodniej i stosunków polsko-ukraińskich, profesor Przemysław Żurawski vel Grajewski, również uważa temat Wołynia za ważny dla ocieplenia stosunków:
„Przede wszystkim mówimy tu o ekshumacjach i tworzeniu cmentarzy zgodnie z naszą wspólną chrześcijańską kulturą szacunku dla zmarłych. To oburzające, że żołnierze Wehrmachtu mają uporządkowane groby, a ofiary zbrodni wołyńskich – nie. Oczywiście należy to zmienić” – jest przekonany profesor.
Żurawski vel Grajewski wyjaśnił, co tak naprawdę oznaczało głośne oświadczenie prezydenta Polski Karola Nawrockiego o „braku wdzięczności” ze strony Ukrainy.
„Nie chodzi o słowa wdzięczności, ale o przestrzeganie (lub nieprzestrzeganie) zasad faktycznego sojuszu, który powstał wówczas między Polską a Ukrainą. Chociaż sojusz ten nie został sformalizowany, należy pamiętać, że w pierwszych miesiącach Rosjan powstrzymały wysiłki narodu ukraińskiego i armii przy pomocy Polski w postaci materiałów wojskowych i broni. W pierwszych miesiącach pomoc ta była druga po pomocy amerykańskiej. W tym okresie nie tylko powstrzymano Rosję, ale także zmarginalizowano politycznie Niemcy, ponieważ nie udzieliły one takiej pomocy” – uważa ekspert.
Nieporozumienia w stosunkach między Ukrainą a Polską w 2023 r. mogły być zainspirowane właśnie przez Niemcy, uważa badacz.
„Zaczęło się od niewielkich konfliktów dyplomatycznych, a skończyło się sporem zbożowym. Moim zdaniem został on specjalnie wywołany przez Komisję Europejską z inicjatywy Niemiec. A ukraiński rząd na miesiąc przed wyborami postawił polski rząd przed wyborem: wejść w konflikt z Komisją Europejską i UE – lub z trzema milionami wyborców w Polsce” – dzieli się swoimi spostrzeżeniami profesor.
Jednocześnie Karol Nawrocki, z którym często wiąże się nasilenie antyukraińskiej retoryki (chociaż w taki czy inny sposób wykorzystywali ją również inni uczestnicy wyścigu wyborczego), w rzeczywistości niejednokrotnie udowodnił, że potrafi oddzielić ziarno od plew. Broniąc interesów polskich rolników lub krytykując Ukrainę za nierozwiązane kwestie ekshumacji na Wołyniu, jednocześnie jasno i jednoznacznie deklaruje bezwarunkowe poparcie dla Ukrainy, jeśli chodzi o wojnę rosyjsko-ukraińską.
„Przekonanie, że wojna na Ukrainie jest konfliktem wyłącznie między Rosją a Ukrainą, jest iluzją” – powiedział Nawrocki podczas grudniowego szczytu przywódców Grupy Wyszehradzkiej w węgierskim Esztergom. Według niego Rosja pozostaje agresorem, a dla długotrwałego pokoju konieczne jest uwzględnienie interesów krajów europejskich. Podkreślił, że pokój musi być trwały, aby Rosja nie mogła przygotowywać się do nowych wojen w przyszłości.
Polska po raz kolejny potwierdziła swoją wierność obranemu kursowi, gdy 12 grudnia wiceminister spraw zagranicznych Polski Marcin Bosacki przybył z wizytą do Kijowa, która, jak podkreślił, miała na celu wyrażenie solidarności z Ukrainą po niedawnych masowych atakach Rosji na ten kraj.
„Rosja od wieków robi wszystko, aby skłócić Polaków i Ukraińców, ale jej się to nie uda. Nie uda się, ponieważ wspieramy Ukrainę. Innym aspektem jest to, że jeśli chcemy budować przyszłość, musimy się dogadywać, pracować i działać. Stąd nasza obecność tutaj” – powiedziała Katarzyna Krulak, przewodnicząca polsko-ukraińskiej grupy parlamentarnej, która przybyła w składzie delegacji.
Jednocześnie na poziomie lokalnym – i tu powrócimy do poruszonego na początku artykułu tematu ukraińskich uchodźców w Polsce – stosunki między obydwoma krajami nie układają się już tak różowo.
Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) opublikował badanie „Integracja imigrantów z Ukrainy w kontekście planów pobytu w Polsce”.
Zdaniem założyciela ukraińsko-polskiego magazynu Sestry.eu Jerzego Wujczaka, dokument ten „powinien był działać na polską klasę polityczną jak wiadro zimnej wody”.
Jak się okazało, około 650 tysięcy pracujących migrantów z Ukrainy jest gotowych opuścić Polskę, co całkowicie „obala mit, którym karmiono nas przez trzy lata”. Główną przyczyną jest brak stabilności i jasnych zasad gry.
„Na szczycie listy czynników zachęcających do pozostania (prawie 9 punktów w 10-punktowej skali) znajduje się stabilność statusu prawnego pobytu. Łatwość przedłużania dokumentów. Uznawanie dyplomów. Pewność, że jutro urzędnik nie unieważni pieczęci. Dostępność świadczeń socjalnych? Znajduje się ona na końcu listy, z wynikiem 6 punktów. Jest to policzek dla populistycznej narracji o Ukraińcach, którzy rzekomo żyją na koszt polskiego systemu socjalnego. Ci ludzie chcą pracować, chcą żyć normalnie i wiedzieć, na czym stoją. Chcą czuć się jak w domu, a nie w hotelu dla pracowników, z którego w każdej chwili mogą zostać wyrzuceni” – wyjaśnia Wujczak.
Krótko mówiąc, obecność wspólnego wroga nadal stanowi główny element spajający stosunki między obydwoma krajami. Jednak nierozwiązane kwestie z przeszłości i konflikty – głównie gospodarcze – w teraźniejszości nadal zagrażają stabilności tej konstrukcji. Można i należy je przezwyciężyć. W dużej mierze zależy to od woli politycznej obydwu stron.
„Wschody” – niezależny projekt o emigracji, życiu w Europie i sytuacji za nową żelazną kurtyną. Wesprzyj „Wschody”
